niedziela, stycznia 28, 2018

Już odruchowo przegrzebujmy każdy napotkany kosz z książkami. W Biedronce robimy to niemal rytualnie, ponieważ nigdy nie wiesz co się kryję pod stertą powywracanych przez ludzi (eh) książek. Jak się okazuje od czasu do czasu nawet w koszach tego dyskontu znaleźć coś naprawdę ładnego. Tak też było dziś. Jedna bajka i do łóżka - Nocne hałasy to zaskakująco śliczna publikacja dla najmłodszych, czyli taka jakich teraz najbardziej szukamy. Książeczka oryginalnie została wydana we Francji, a jej autorami są Didier Zanon oraz świetny ilustrator Sébastien Pelon. Książka opowiada o małym króliczku, który nie może zasnąć, ponieważ w ciemności swojego pokoju ciągle słyszy dziwne hałasy. Na szczęście w pobliżu jest mama, która uspokaja króliczka i wyjaśnia źródła tych dziwnych hałasów. Jedna bajka i do łóżka to seria książeczek na dobranoc dla najmłodszych. W polskiej edycji ukazały się dwie - Nocne hałasy i Gdzie jest Potworuś? We Francji oryginalna seria Une histoire et au lit liczy sobie sześć części, jednak na chwilę obecną nie wiem czy polski wydawca - Wydawnictwo Olesiejuk planuje wydać całą serię. W każdym razie polecam Wam te książeczki ponieważ są naprawdę ładne i tanie jak dwa kilo batatów.
Tekst: Didier Zanon
Ilustracje: Sebastien Pelon
Wydawnictwo: Wydawnictwo Olesiejuk
-
Sprawdź gdzie kupić najtaniej

czwartek, grudnia 07, 2017

Jeżeli chwalisz się przed kumplami, że widziałeś/widziałaś Gwiezdne Wojny 25 razy, znasz na pamięć wszystkie kultowe kwestie wypowiedziane w filmach przez Arnolda Schwarzeneggera, jarasz się za każdym razem, gdy oglądając film wyłapiesz ukryty smaczek, albo jesteś jednym z tych osób, które uwielbiają filmy z gatunku "wojownicze wilkołaki cyborgi w kosmosie", no cóż, pewnie już to wiesz - jesteś geekiem. Witaj w klubie. Dla takich osób jak my, wydawnictwo IDW przygotowało encyklopedię ciekawostek pochodzących z kultowych filmów, głównie z lat 80-tych i 90-tych.

No dobra, z tą encyklopedią to trochę przesadziłem. Mimo, że taki opis sugeruje sam wydawca to tak naprawdę Cinegeek to zbiór luźnych, niepowiązanych ze sobą, nierzadko dziwacznych ciekawostek. Wizualnie, na pierwszy rzut oka przypominają komiks, ale bliżej im do jedno lub dwu-planszowym ilustrowanych infografik. Zamiast jednak na siłę próbować zdefiniować czym jest ta publikacja przedstawię Wam kilka wybranych haseł, które pojawiły się w książce.

I tak, możemy: poznać ewolucję kostiumu filmowego Batmana, poznać dziewięć najbardziej strasznych filmowych domów, dowiedzieć się jak wygląda zestaw-gotowiec na każdy film Michaela Baya, przypomnieć sobie najbardziej męskie "powroty" Arnolda Schwarzeneggera, uświadomić sobie, że bez niektórych filmów super-bohaterskich żyłoby się nam lepiej, poznać filmy, które z małym budżetem zarobiły kupę kasy, zobaczyć starcie Jean-Claude Van Damme vs Chuck Norris, poczytać o najciekawszych kontuzjach Jackie Chana w 120 filmach, dowiedzieć się jacy aktorzy, grali Szatana, zobaczyć kostiumy, za które projektanci powinni być sądzeni, dowiedzieć się jakie są największe filmowe stwory (spoiler: tak, wygrywa Exogorth), poznać stare filmy, w których straszne stwory trzymają niewiastę w ramionach. Ok, myślę, że macie już ogólne wydobrzenie o czym jest ta publikacja.

Już tylko na podstawie tych kilku wymienionych powyżej przykładów ciekawostek można się domyślić, że publikacja jest przygotowana z jajem. Poza luźną, komiksową szatą graficzną spora część smaczków jest zrobionych tylko po to by ponabijać się z aktorów lub samego filmu. Świetnym przykładem jest komiks (jedyny komiks w całej publikacji), w którym szcześcio-i-pół-letnia Ethel opowiada o czym jest film "Alien". Poza ciekawostkami, typowymi heheszkami, w książce znajdziecie kilka quizów, na zasadzie, co to za dziwaczne pojazdy, albo z jakiego filmu pochodzą te roboty, które tylko z pozoru brzmią banalnie (no chyba, że to tylko ja miałem z nimi problem). Jeżeli tego Wam mało to na końcu albumu znalazł się mały kącik kulinarny, gdzie znajdziecie dwa przepisy - jeden z Bonda, a drugi z Powrotu do przyszłości. Możecie zgadywać o jakie trunki (podpowiedź) chodzi.

Graficznie album jest wydany rewelacyjnie. Mocno popowa stylistyka, trochę komiks, trochę cartoon. Do tego zamknięta, jaskrawa kolorystyka z dominującym różem, błękitem, czerwienią i filetem. Zerknijcie zresztą sami na zdjęcia.

Autor: Pluttark
Wydawnictwo: IDW
-
Tutaj kupisz ten komiks

sobota, grudnia 02, 2017

Ktoś urządził na polanie bal. Taki konkretny, z kocykami, ciastem, czapeczkami i muzyką. Nie dziwi więc fakt, że wszystkie zwierzęta się na niego wybierają. Trudno by było odmówić takiej imprezie. Tańczą, fikają, zajadają się ciastem, ogólnie, bawią się przednio. Jednak po powrocie do lasu ich oczom ukazuje się smutny obraz - ich domy zniknęły, ktoś wyciął drzewa a po lesie zostały same pniaki. Kto mógł dopuścić się tego czynu? Szybko okazuje się, że winowajcami są dziwolągi chodzące na dwóch nogach zwane ludźmi. Teraz gdy już znają sprawców, zwierzęta muszą wymyślić plan, który pozwoli im odzyskać swój dom i może przy okazji nauczyć czegoś dziwolągi.

Dziwolągi to już kolejna z prezentowanych na tym blogu publikacja dla najmłodszych traktująca o ochronie lasu jako siedlisku wielu gatunków zwierząt. To na co w pierwszej kolejności zwrócimy uwagę to jej warstwa wizualna. Pełne, rozkładowe ilustracje wykonane techniką malarską, swoim nieco niechlujnym stylem przywołują na myśl dziecięce rysunki. Jednak za tymi niepozornymi ilustracjami kryje się, z założenia, istotne przesłanie. Piszę "z założenia", ponieważ mimo tego, że autorzy chcą w niej poruszać kilka bardzo istotnych kwestii związanych z ekologią i ochroną środowiska, robią to w sposób, który mi osobiście do końca nie odpowiada. Czytając inne recenzje tej publikacji, umacniam się tylko w swoich obawach. Widzę jak prostolinijnie odbierane jest przesłanie książki - wycinka drzew jest zła i należy tego wpajać dzieciom od lat najmłodszych (pisze jedna pani, siedząc pewnie przy drewnianym biurku). Przeraża mnie jak dużo osób myśli w ten bardzo hermetyczny sposób. Nie chce żeby ktokolwiek lub jakakolwiek książka wpajała mojemu synowi, że to co robi jego dziadek w pracy jest złe.

Wychowałem się w otoczeniu lasów. Drzewa się wycina, ale drzewa się też sadzi, nieustannie. Czytając podobne recenzje, jak ta wspomniana wyżej, mam wrażenie, że brakuje w nas edukacji w tym temacie. Nie chcę się już jeszcze raz o tym rozwodzić. Napisałem sporo w temacie przy prezentacji książki W lesie, więc nie będę Was znów tym męczył. Podkreślę tylko, że nadal podtrzymuję swoje zdanie, że sama wycinka drzew w ramach zrównoważonej gospodarki leśnej nie jest czymś złym, a wręcz jest czymś nieuniknionym. Czym innym za to jest ochrona siedlisk gatunków zagrożonych wyginięciem lub problem wywożenia śmieci do lasu, który pojawia się w książce autorstwa Cristóbal León i Cristina Sitja Rubio. To są w moim odczuciu tematy, o których trzeba rozmawiać i wpajać od najmłodszych lat.

Nie zniechęcam Was do zakupu książki Dziwolągi, wręcz przeciwnie. Wierzę, że można z niej wynieść sporo, ale niezbędny będzie tutaj Wasz komentarz, komentarz rodzica, rozszerzający treść samej książki. Komentarz to tym, że o las trzeba dbać, że jest domem dla wielu gatunków roślin i zwierząt; że wycinka drzew nie zawsze jest zła, a często jest niezbędna tylko musi odbywać się według określonych norm i zasad; że musimy rozsądnie korzystać z darów lasu i jego piękna. Wierzę, że tak jak dziwolągi z książki, część osób czytających tę książkę to zrozumie.

Tekst: Cristóbal León, Cristina Sitja Rubio
Ilustracje: Cristina Sitja Rubio
Tłumaczenie: Maciej Byliniak
Wydawnictwo: Dwie Siostry
-
Sprawdź gdzie kupić najtaniej

poniedziałek, listopada 20, 2017

Książki pop-up od Anouck Boisrobert i Louis Rigaud w końcu w Polsce! To bardzo miłe zaskoczenie, szczególnie, że pesymistycznie zakładałem, że tego typu publikacje, ze względu na duży koszt produkcji mają marne szanse na pojawienie się na naszym rynku. A tu proszę, taka niespodzianka. Teraz mamy w domu dwa wydania, polskie i francuskie (eh).

W lesie to trójwymiarowa opowieść o dżungli - lesie równikowym (jak mniemam), która dosłownie wyrasta przed naszymi oczami, gdy tylko otworzymy książkę. Zachwyca nas bogactwem zieleni i jest pełna dzikich zwierząt oraz kolorowych ptaków. Co się jednak stanie gdy w to naturalne piękno wtargną wielkie, metalowe, hałaśliwe machiny? W lesie to historia o niszczycielskiej sile człowieka ale też o tym, że dzięki pomocy człowieka las może się odrodzić na nowo.
Tak skrótowo można opisać treść książki. Rozumiem, że historia to tylko środek do wykorzystania zabawy z rozkładaną książką pop-up, ale po lekturze książki nasunęło mi się pytanie - jak treść książki będzie odbierana przez dzieci?

Moje obawy związane są z tym, że książka W lesie będzie budować mocno negatywne nastawienie dzieci do wycinki drzew (każdej jednej). W książce pominięto informację, że jest to las równikowy, że wycinka jest nielegalna, że sytuacja jest z goła odmienna od tego co dzieje się w naszych lasach. Stawia firmy leśne działające w ramach umów z Lasami Państwowymi w roli czarnych charakterów. Mam wrażenie, że bez odpowiedniego komentarza ze strony rodziców temat wycinki drzew zostanie tutaj mocno spłaszczony i sprowadzony tylko na negatywny tor. Widok zrębu na spacerze nie koniecznie wywoła dobre skojarzenia. Wycięte do pnia połacie lasu, który stał tam "od zawsze" może wywoływać gniew i frustrację. Tylko powiedzcie, wyobrażacie sobie życie bez drewna? Meble, konstrukcje budowlane, podłogi, ba, nawet książki. Wszystko to zrobione jest z drewna pozyskanego na zrębie w lesie.

Możecie nie wiedzieć, możecie się z tym nie zgodzić, ale gospodarka leśna w Lasach Państwowych prowadzona jest zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju i ochrony przyrody. Co to w ogóle znaczy? Znaczy to tyle, że każdy zrąb (jakaś powierzchnia w lesie) lub powierzchnia, w której drzewa zostały zniszczone w skutek klęski żywiołowej (wichury, pożary) są ponownie zalesiane. Zauważcie, gdy następnym razem traficie na spacerze na zrąb, że wycinana jest określona powierzchnia, a nie cały las. Zrównoważona gospodarka leśna to bardzo długofalowy proces. Wycince podlegają drzewa, które osiągną pewien wiek. Drzewostan gospodarczy, czyli las, w którym z założenia drzewa przeznaczone są na ścinkę składa się z wielu różnych gatunków drzew zasadzanych w różnych latach. Każdy gatunek drzew ma innych wiek rębności, np. sosna to około 110 lat a osika 50. Przeciąganie tego okresu wiąże się ze stopniową utratą cech jakościowych drewna. Sami więc widzicie, przy zróżnicowanym gatunkowo lesie i ich różnym wieku rębności rzadko jest obawa, że cały lasy zostanie wycięty na raz. Oczywiście odstawiam na bok ostatnie decyzje polityczne w naszym kraju, pana Szyszko czy wycinkę puszczy, ponieważ to są sytuacje, które powinny być komentowane osobno, a które nie powinny Wam się kojarzyć ze zrównoważoną gospodarką leśną, która jest wdrażana od wielu lat. Tak samo historia z książki W lesie nie powinna być traktowana ogólnikowo jako obraz wycinku, każdego lasy, w każdym miejscu na świecie.

Dlatego pamiętajcie: wycinka drzew to nie zawsze największe zło, a rozmowa z dzieckiem o książce to zawsze bardzo dobry pomysł.

Z tym oto przydługim komentarzem polecam Wam książkę W lesie ponieważ, mimo moich obaw o odbiór, jest ślicznie przygotowana i wydana.

Ilustracje: Anouck Boisrobert, Louis Rigaud
Tekst: Sophie Strady
Tłumaczenie: Maciej Byliniak
Wydawnictwo: Dwie Siostry
-
Sprawdź gdzie kupić najtaniej

niedziela, października 08, 2017

Nie musicie pracować w branży kreatywnej, nie musicie być twórcami, artystami, projektantami czy ilustratorami. Wystarczy, że interesuje Was współczesny polski dizajn i ilustracja, nawet na poziomie doceniania ładnych ilustracji w książce. Jeżeli spełniacie chociaż jedno z powyższych kryteriów to gwarantuję Wam, nie będziecie zawiedzeni lekturą książki Nie ma co się obrażać. Nowa polska ilustracja pod redakcją Patryka Moglinickiego. To obok zbioru wywiadów Agaty Napiórskiej Jak oni pracują? Rozmowy z polskimi twórcami oraz Praktycznego Poradnika Młodego Projektanta Magdaleny Rolki jedna z ciekawszych publikacji w temacie polskich twórców kreatywnych jakie zostały ostatnio wydane.

Polska ilustracja ma się ostatnio coraz lepiej. Można wysnuć taką tezę chociażby spoglądając na rynek wydawniczy. Coraz więcej pięknych publikacji pisanych i ilustrowanych przez rodzimych twórców pojawia się w ofertach wydawnictw. Coraz więcej tych publikacji jest doceniania za granicą, gdzie jest tłumaczona i przedrukowywana. Język się zmienia, ale obraz zostaje ten sam. Mamy być z czego dumni. Mamy swoich własnych, młodych reprezentantów w dziedzinie ilustracji książkowej i prasowej. Twórców pewnych swojego, charakterystycznego stylu i warsztatu. Działających w branży kreatywnej, reklamowej czy wydawniczej, ale co najważniejsze, wyznaczających nowe trendy w polskiej ilustracji.

Patryk Moglinicki, ilustrator z zawodu, specjalizujący się w ilustracji prasowej i książkowej, w swojej publikacji wybrał dwadzieścia dwoje młodych polskich ilustratorów i ilustratorek, którym zadał dokładnie te same pytania. Celowo przywołałem, wydaną trzy lata temu książkę Praktyczny Poradnik Młodego Projektanta, ponieważ zawarta w niej formuła jest bardzo podobna do tej z książki Moglinickiego. Każdy z zaproszonych twórców opowiada o swojej pracy według tego samego wzorca/formularza. Najpierw jest Droga, czyli pytanie, które zadajesz zawsze na starcie - jak to się wszystko zaczęło? Później są hasła Pierwsze rysunki, Szkoły, Pierwsze publikacje, Zawód ilustrator, Lubiane/nielubiane, Absurdalne sytuacje, Wpływy, Miejsce pracy, Napęd/blokada, Technika no i kończąc na Planach. Wszyscy, cała dwudziestka dwójka ilustratorów i ilustratorek odpowiada dokładnie według tego klucza. Co jest świetne ponieważ mamy okazję spojrzeć na jeden aspekt pracy ilustratora z wielu perspektyw. Dla mnie najciekawszym było hasło Zawód ilustrator, obrazujące jak bardzo podobnie, ale też momentami bardzo różnie twórcy postrzegają to co robią.

W książce o ilustracjach nie może oczywiście zabraknąć samych ilustracji. Posiłkując się opisem wydawcy (bo przecież tego nie policzyłem) zdradzę Wam, że książka Nie ma co się obrażać zawiera ponad 400 kolorowych reprodukcji, w tym przygotowane specjalnie do tej publikacji autoportrety jej bohaterów.

W książce o swojej pracy ilustratora opowiadają: Karol Banach, Ada Buchholc, Dominik Cymer, Barbara Dziadosz, Zosia Dzierżawska, Ania Goszczyńska, Daniel Gutowski, Gosia Herba, Tymek Jezierski, Paweł Jońca, Izabela Kaczmarek-Szurek, Jan Kallwejt, Bartek Arobal Kociemba, Michał Loba, Agata Marszałek, Paweł Mildner, Patryk Moglinicki, Ola Niepsuj, Dawid Ryski, Maciej Sieńczyk, Marianna Sztyma, Magda Wolna. Przynajmniej część z tych nazwisk powinniście kojarzyć z publikacji prezentowanych na tym blogu.

Dodatkiem do publikacji jest plakat wykonany wspólnie przez wymienionych wyżej twórców. 

Wybór, wstęp i redakcja: Patryk Moglinicki
Wydawca: Karakter
-
Sprawdź gdzie kupić najtaniej

wtorek, października 03, 2017

Wydawnictwo Warstwy znów dostarcza książkę z górnej półki, graficznie i treściowo. Nie spodziewałbym się po nich niczego innego. Przypadki Pantareja to, o ile się nie mylę, pierwsze leporello w ofercie tego wydawcy. Trzydzieści sześć rozkładanych stron z panoramiczną ilustracją Karola Banacha do tekstów Karola Maliszewskiego. Niecodzienna forma publikacji świetnie koresponduje z równie nieprzeciętnymi i zwariowanymi historiami opisanymi w wierszach Maliszewskiego.
Książka przede wszystkim zachwyca warstwą graficzną. Karol Banach, jak zwykle w świetnej formie. Bardzo charakterystyczne dla tego twórcy ilustracje genialnie współgrają z wplecionymi w nie teksty Karola Maliszewskiego. Wiem, że lubicie ładne publikacje i to powinno Wam wystarczyć by sięgnąć po tę publikację. Jednak teksty Maliszewskiego również zasługują na spore wyróżnienie. Zabawne, błyskotliwe, bardzo fajnie, rytmicznie napisane i rzeczywiście, tak jak sugeruje tytuł, świetnie nadają się dna małych i dużych.

Przypadki Pantareja czyta i ogląda się z wielką przyjemnością. Polecam.

Tekst: Karol Maliszewski
Ilustrator: Karol Banach
Wydawca: Warstwy

wtorek, sierpnia 22, 2017

Może i wakacje dobiegają końca, ale na spacer po lesie nigdy nie ma złej pory. Dlatego Mariusz Wysocki i Agata Królak w swojej najnowszej książce zapraszają wszystkich młodych czytelników właśnie na wycieczkę do lasu. Ponieważ, powiedzmy to wprost, las jest super! Można wspinać się na gałęzie, zbierać grzyby, robić bursztyny z żywicy, tarzać się w liściach, budować szałasy i jeszcze wiele innych zabaw, na które możecie wpaść sami lub właśnie z pomocą książki Las zabaw. Nie ma lepszego, naturalnego placu zabaw niż las. Ale, ale, nie samą zabawą człowiek, nawet ten bardzo młody, żyje. Oprócz pomysłów na leśne zabawy, autorzy zamieścili ukryte ciekawostki o lesie i jego mieszkańcach. Gdy tego będzie mało Waszym małym, leśnym odkrywcom, to na końcu książki znajdziecie mapę przygód i zadań, z która jeszcze dogłębniej poznacie las i jego zakamarki. Z tą książką nikt nie będzie mógł powiedzieć, że w lesie wieje nudą. Nie można też powiedzieć, że książka jest nudna graficznie. Wręcz przeciwnie, jak zwykle Agata Królak dostarcza prześlicznych ilustracji na najwyższym poziomie. Ładnie jest, nawet bardzo i ciekawie.
Polecam, szczególnie, że książka jest częścią serii "Małe i duże podróże", z której każdy tytuł opowiada o wyprawie w inne ciekawe miejsce. W każdym tomie na czytelników czekają ciekawostki biologiczne oraz niezwykłe mapy zachęcające do wyprawy w prezentowane miejsca i wykonania tam różnych zadań. Szykuje się więc chyba fajna seria zachęcająca dzieci do aktywnej zabawy poza domem. Polecam zatem Waszej uwadze książkę Las zabaw i kolejne tytuły z serii.
Autor: Mateusz Wysocki
Ilustrator: Agata Królak
Wydawca: Czerwony Konik
Tekst i zdjęcia: Grzegorz Teszbir
Kup sobie taniej

niedziela, czerwca 25, 2017

Bardzo lubię gdy książki przenoszą mnie w czasie i pokazują rzeczywistość, której już nie ma. Niesamowicie było wybrać się z Panem Nowoczesnym do Gdyni z lat 30-tych. A Pan Nowoczesny to nie byle kto. Nasz bohater to człowiek zamożny, światowy i na wskroś nowoczesny. Poznajemy jego postępową rodzinę, odwiedzamy jego modernistyczny apartament w „Bankowcu” i dowiadujemy się sporo o ówczesnym podejściu do życia i projektowania. Między to wszystko wplecione jest sporo wiedzy nie tylko o ówczesnej Gdyni, ale także o designie. Czytelnik uczy się czytać rzuty mieszkania, poznaje sporo specjalistycznych terminów (jak kubatura czy konstrukcja żelbetonowa). Choć moim zdaniem dla młodszych czytelników przydałby się jeszcze słownik trudniejszych pojęć, np. nie każde dziecko wie czym jest liberia czy lastryko. A książka jest w końcu skierowana właśnie do młodego czytelnika.

Publikacja ta jest częścią szerszego programu edukacyjnego realizowanego przez Muzeum Miasta Gdyni pod nazwą „Podróż do wnętrza domu”. Był on skierowany do dzieci w wieku od 7 do 12 lat, a udział we wszystkich wydarzeniach był bezpłatny. Projekt obejmował warsztaty, interaktywne wykłady i spacery architektoniczne. Celem projektu było przyczynienie się do budowy bardziej kreatywnego i innowacyjnego społeczeństwa. Uczestnicy warsztatów byli włączeni w proces twórczy i odpowiedzialni za decyzje projektowe dotyczące otaczającej przestrzeni. Program miał też za zadanie przybliżyć dzieciom architekturę modernizmu i doceniać lokalne dziedzictwo kulturowe.

Książka jest świetnie zaprojektowana i wydana: solidna kartonowa okładka, szycie wyeksponowane na grzbiecie, oszczędna gama kolorów, niebanalne fonty, to smaczki, które lubimy. Ale czego innego można spodziewać się po takich wyjadaczach jak Joanna Jopkiewicz i Paweł Borkowski. Grupa Projektor jest przecież odpowiedzialna za wiele pięknych katalogów do wystaw i innych publikacji.

Do książki dołączone są karty z elementami do wycinania. Są to meble i sprzęty pojawiające się na kartach książki. Po ich wycięciu można zabawić się w architekta wnętrz i zaprojektować mieszkanie Państwa Nowoczesnych.

Publikacja jest bezpłatna i można ją było otrzymać w Muzeum Miasta Gdyni.

Tekst: Ewa Solarz
Ilustracje: Grupa Projektor
Wydawca: Muzeum Miasta Gdyni

niedziela, maja 28, 2017

Polarny Lis to nowa, mała oficyna wydawnicza, która specjalizuje się w polskojęzycznych wydaniach francuskiej współczesnej literatury dla dzieci i młodzieży. Jak podkreśla wydawca na swojej stronie internetowej - będziemy mieli do czynienia z książkami intrygującymi graficznie oraz takimi, w których piękna ilustracja czy zaskakujący pomysł edytorski mobilizował będzie najmłodszych do pokonania trudności związanych z samodzielnym czytaniem. Ładne i ciekawe edytorsko książki? Tak, to oferta dla nas!

Jedną z pierwszych ilustrowanych publikacji dla najmłodszych wydanych przez wydawnictwo Polarny Lis jest Lotte Piratka. To przygotowana z wizualnym rozmachem książka opowiadająca historię małej dziewczynki imieniem Lotte. Główna bohaterka to wesoła, samodzielna i odważna dziewczynka, która charakterem może przywoływać na myśl Pippi Pończoszankę. Lotte wychowała się na farmie w samym sercu afrykańskiej sawanny, w bliskim otoczeniu dżungli i dzikich zwierząt. Jej najlepszym przyjacielem i kompanem zabaw jest tukan Igor. Mała piratka nie ma prawdziwego przyjaciela, ale jak sama twierdzi, nie potrzebuje takowego, ponieważ jak przystało na prawdziwą piratkę nigdy się nie nudzi, zaś wszystko czego potrzebuje znajduje w dżungli. Ale czy na pewno nie potrzebuje prawdziwego przyjaciela? Nagłe, niespodziewane wydarzenie w życiu Lotte podda w wątpliwość to nastawienie.

Bez wątpienia siłą tej traktującej o przyjaźni książki są jej ilustracje. Bardzo kolorowe, soczyste i szczegółowe plansze. Ich autorką jest fenomenalna francuska ilustratorka Audrey Spiry - animatorka, projektantka plakatów filmowych i muzycznych, a także, co ciekawe, ilustratorka komiksów. To ostatnie daje się wyczuć w ilustracjach do książki Lotte Piratka. Umieszczenie wybranych dialogów w dymkach oraz charakterystyczne rozmieszczenie plansz w formie przypominającej komiksowe kadry zdradzają zainteresowanie autorki komiksem.

Lotte Piratka spełnia obietnice wydawnictwa o ładnych, intrygujących graficznie publikacjach. Zgrabnie złożona i porządnie wydana, dużo-formatowa, bogato ilustrowana publikacja z pewnością przypadnie do gustu młodym czytelnikom, a także starszym koneserom ładnych książek.

Tekst: Sandrine Bonini
Ilustracje: Audrey Spiry
Wydawnictwo: Polarny lis
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio

niedziela, maja 14, 2017

Książki jutra to wydana przez wydawnictwo Tako seria czterech ilustrowanych publikacji edukacyjnych dla najmłodszych wyjaśniająca czym jest demokracja, a czym dyktatura, czym różnią się od siebie kobieta i mężczyzna oraz czy istnieją klasy społeczne? Brzmi jak kolejna seria ogólnikowo i skrótowo nakreślająca dany temat? Tak i nie. Ponieważ widzicie, ta seria pierwotnie wydana była, i to jest najciekawsze, w 1977 i 1978 roku w Hiszpanii. Mamy więc serię książek wydanych równo 40 lat temu tłumaczących mechanizmy demokracji czy też objaśniających stereotypowe modele ról kobiety i mężczyzny w życiu codziennym. Pomyślicie sobie - rety, ale to musi trącić archaizmami. No własnie nie. Mimo upływu tak długiego okresu czasu duch, idee i spostrzeżenia zawarte w książce pozostały w dużym stopniu aktualne. Stąd właśnie wzięła się nazwa serii - książki jutra (hiszp. Libros para Manana). Odnosi się do ponadczasowego charakteru publikacji. W końcu podstawowe zasady demokracji nie uległy zmianie, a mając okno na świat jakim są ogólnodostępne kanały informacyjne możemy, niestety, nadal być świadkiem funkcjonowania opisanej w drugim tomie dyktatury. Najbardziej jednak podobały mi się dwie ostatnie części - te społeczne. Lubimy myśleć, że żyjemy w czasach ponad podziałami społecznymi, że czasy klas społecznych dawno przeminęły, ale czytając ten tekst z lat 70-tych uświadamiamy sobie, że to problem jak najbardziej aktualny.

...jak długo będą istniały klasy społeczne tak długo trwać będzie walka klas. Bo bogaci zawsze będą chcieli być bogaci, a biedni będą chcieli przestać być biednymi. 

Z całej czwórki wydawałoby się, że najbardziej zdezaktualizowała się się ostatnia książką, a mianowicie Kobiety i mężczyźni. 40 lat to szmat czasu i owszem masa przemian społeczno-kulturowych, w tym także tych dotyczących postrzegania roli mężczyzny i kobiety w życiu codziennym. Tak, tak, te parędziesiąt lat temu mało kto by pomyślał o sytuacji, w której to mama idzie do pracy zarabiać na rodzinę, a tato zostaje w domu zajmować się dziećmi. Mimo, że pewne stereotypowe modele i wzorce wywróciły się do góry nogami to jednak (i niestety), w jakiejś mierze książka Kobiety i mężczyźni nadal jest aktualna, szczególnie w kulturze takiej jak nasza, w której podział ról jest mocno zakorzeniony, a prawa kobiet nadal łamane.

Cała seria to naprawdę dobra podstawa do rozwinięcia wiedzy, ale przede wszystkim zaczepka do dyskusji na temat wolności, tolerancji i równości. Ponieważ, tak jak wspomniałem na początku, to nie jest do końca wyłącznie seria ogólnikowo i skrótowo nakreślająca dany temat. Jest to seria udowadniająca, że jedne wartości są ponadczasowe, podczas gdy inne ewoluują, zmieniają się i dostosowują do nowych czasów. Fajnym podsumowaniem każdej z książek są zawarte na końcu publikacji testy zmuszające raz jeszcze do zastanowienia się nad własnym stanowiskiem na dany temat.

Warto zapoznać się z tą serią. Szczególnie, że jest ona naprawdę bardzo ładna. Ponieważ, i tu ciekawostka, o ile tekst pochodzi z oryginalnej serii z lat siedemdziesiątych, to szata graficzna została odświeżona w roku 2015 przez hiszpańskie wydawnictwo Media Vaco (pol. Pół Krowy). Każda z książek została zilustrowana przez innego ilustratora. Moim osobistym faworytem Joan Negrescolor z trzeciej części serii - Klasy społeczne istnieją, ale również pozostałym ilustratorom nie można odmówić świetności.

Polecam. Warto.

Seria „Książki jutra”
Wydawnictwo: Tako

Co to właściwie jest demokracja
Pomysł i tekst: Equipo Plantel
Ilustarcje: Marta Pina

Oto jest dyktatura
Pomysł i tekst: Equipo Plantel
Ilustracje: Mikel Casal

Klasy społeczne istnieją
Pomysł i tekst: Equipo Plantel
Ilustracje: Joan Negrescolor

Kobiety i mężczyźni
Pomysł i tekst: Equipo Plantel
Ilustracje: Luci Gutierrez
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio

niedziela, kwietnia 23, 2017

Ja wiem, że teraz dla młodszych czytelników wampiry są super cool, romantyczne i ogólnie mają kosę z wilkołakami.  Dla starych dziadów jak ja, fanów serialu Z archiwum X czy subskrybentów magazynu Faktor X, potwory i spółka sprawiały, że wejście na stary strych wymagało nie lada odwagi. Ten panujący tam półmrok, pajęczyny i poruszające się cienie o dziwnych kształtach dostrzegane wyłącznie kątem oka powodowały szybsze bicie serca. Odwrócić się i spojrzeć co czai się za plecami? Zapomnij o tym! Tego się nie robiło. Na samą myśl co mogło czaić się za moimi plecami dostawałem gęsiej skórki. Nie cierpiałem strychu w domu rodzinnym! Z wiekiem trochę oswoiłem się ze świadomością, że gdzieś tam, może obok nas żyją sobie wampiry, upiory i inne stwory.
O tym właśnie jest najnowsza książka Sylwii Blach z ilustracjami Pauliny Daniluk.
Wampiry, potwory, upiory i inne nieziemskie stwory to luźno poprowadzony przewodnik po świecie potworów i stworów nie koniecznie z tego świata. Książka opisuje 37 istot, które od wieków towarzyszyły człowiekowi, czy to w wierzeniach, opowiadaniach czy też były inspiracją kolejnych powieści lub filmów. Straszyły, intrygowały, przybierały różne formy, kształt i nazwy, a mimo to znane były na całym świecie - wampiry, kosmici, poltergaisty, czarownice, trolle, zjawy, smoki, mary i wiele innych. Każdy z rozdziałów w przystępny sposób opisuje jednego stwora, wprowadzając czytelnika w świąt mitologii danego stwora, opisuje jego pochodzenie, cechy szczególne, odniesienia do wierzeń oraz jego popularne inkarnacje w literaturze czy popkulturze. Ciekawostką są zamieszczone na końcu każdego rozdziału drabble, czyli krótkie opowiadania składające się równo ze stu słów. Drabble Sylwii Blach to zabawne historyjki z wybranym potworem w roli głównej.
Potwory potworami, ale nie udawajmy, że nie oceniamy książek po okładce, a ta ma wyjątkowo ładną szatę graficzną. Za ilustracje w książce odpowiada Paulina Daniluk. Z jednej strony mając na uwadze fakt, że książka jest skierowana głównie do młodszego czytelnika można by się obawiać infantylności ilustracji. Bez obaw. Paulina bardzo zgrabnie wyważyła mroczny, tajemniczy i momentami pełen grozy ton z ilustracją dla dzieci. Oszczędna paleta kolorów z dominującą szarością i przełamującą ją czerwienią nadają książce właściwy dla tematyki nastrój.
Dlatego, nie ważne czy jesteś przyjacielem wesołego diabła czy łowcą potworów, polecam Ci tę książkę.

Tekst: Sylwia Błach
Ilustracje: Paulina Daniluk
Wydawnictwo: Albus
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio

wtorek, marca 21, 2017

Czasem trochę zazdroszczę warszawiakom tego jak piękne książki wydaje się o ich mieście. Dobrze wiem dlaczego jest ich dużo. Po pierwsze, to stolica, więcej się dzieje, przyjeżdża więcej turystów i można wydawać co chwilę fajne przewodniki w stylu Zrób to w Warszawie.

Po drugie, to miasto zawsze polskie (mimo zaborów i innych takich zawirowań) a taki „odzyskany” Wrocław nigdy nie będzie miał mieszkańców z podobnym poziomem lokalnej tożsamości. My tu, na zachodzie mamy problem z tym co nasze a co niemieckie i o wiele mniej się o historii dawniejszej niż tej po 1945 mówi. Nie mamy też własnej gwary, legend jest mało, niewielu jest także wrocławskich bohaterów znanych z imienia i nazwiska. Tego w stolicy nie brakuje. Całkiem niedawno pokazywaliśmy Wam pięknie opracowany zbiór legend warszawskich. Dziś coś innego, ale nie mniej ciekawego.

Muzeum Warszawy wydaje serię Planów Warszawy. Są to pięknie opracowane graficznie i wydane z najwyższą dbałością o szczegół publikacje, których podstawą są reprinty oryginalnych planów miasta. Dotychczas ukazały się: Plan Warszawy 1768 Georges’a Louisa Le Rouge’a oraz Plan Warszawy 1939 Książnicy-Atlas oraz prezentowany przez nas plan z 1912 roku. Plan ten oryginalnie został wydany w 1912 i został opracowany pod kierunkiem Williama Heerleina Lindleya. Przez lata pracy jego zespołu powstało aż osiem tysięcy szczegółowych arkuszy planów, które zostały zamówione na potrzeby budowy miejskich wodociągów i kanalizacji. Pomimo tego, że w tamtym czasie Warszawa była jedynie jednym z miast na zachodzie Cesarstwa Rosyjskiego, to jest okres wielu inwestycji i szybkiego rozwoju. W mieście intensywnie rozwijano sieć kolejową, transport publiczny, budowano mosty, wytyczono sporo nowych ulic i placów. Powstały także nowoczesne wodociągi i kanalizacja.

Na publikację składają się:
  • książka, dzięki której możemy spojrzeć na Warszawę z tamtego okresu nie tylko z góry. Otrzymujemy pełen obraz wraz z tłem historycznym i wieloma ciekawostkami zilustrowany fotografiami z tamtego okresu.
  • reprint oryginalnego planu
  • opracowany plan z naniesioną siatką ulic z 2016 roku
  • plan z zaznaczonymi najważniejszymi obiektami
  • dwie broszury o obiektach zaznaczonych na mapie oraz o ulicach i placach. 
Zestaw prezentuje się bardzo elegancko: oprawione w tkaninę grzbiety, świetna kolorystyka (rdzawy pomarańczowy i rozbielony błękit) i dodatkowa papierowa nasuwana obwoluta spinająca książkę i plany w jedną całość. Świetny projekt i piękne edytorskie wykonanie.

Polecamy tę wyjątkową publikację nie tylko warszawiakom i nie tylko pasjonatom historii. To naprawdę super punkt wyjścia do wielu spacerów po mieście i romantycznych rozmyślań przy kawie o mieście którego już nie ma.

William Heerlein Lindley. Plan Warszawy 1912. Plan niwelacyjny miasta Warszawy. Zdjęcie pod kierunkiem Głównego Inżyniera W.H. Lindleya

Autorzy: Ryszard Żelichowski, Paweł E. Weszpiński
Projekt graficzny, skład i przygotowanie do druku: Anna Piwowar
Wydawca: Muzeum Warszawy
-
Kupisz tutaj

niedziela, marca 05, 2017

Na naszym blogu już nie raz pokazywaliśmy książki ilustrowane lub w całości tworzone przez Iwonę Chmielewską. Jej styl jest już bardzo rozpoznawalny, a publikacje z jej nazwiskiem ma w folio prawie każde polskie wydawnictwo. Chmielewska robi książki różne, czasem bardziej dla dzieci, czasem dla dorosłych. Obie jest według mnie zdecydowanie dla dorosłych, ale co ciekawe próbuje też dokopać się do naszego wewnętrznego dziecka. Czyli taki dziwny gatunek nam wyszedł - książka dla dorosłych dzieci.

Za tekst odpowiada poetka Justyna Bargielska. Mamy tutaj zatem poetkę sensu stricto i poetkę wizualną. Duet to wprost idealny. Nie do końca podoba mi się zabieg zastosowany w książce – pierwsza strona to pełny tekst, który na kolejnych stronach pojawia się we fragmentach przy ilustracjach. Niby rozumiem, że to takie powtórzenie, ale jakoś mi to przeszkadzało w odbiorze całości.

Obie to picturebook poruszający temat macierzyństwa. W czasach idealnych matek z instagrama książka ta próbuje pokazać relację matki i dziecka w sposób niedosłowny. Bardziej zadaje pytania, niż opowiada historię. Przede wszystkim gra z nami w grę skojarzeń, wspomnień, marzeń, wyobrażeń. Próbuje dotykać różnych strun, sprawdza, która u nas się odezwie. Przywołuje wspomnienia z dzieciństwa, poszukuje w nas dziecka, ale ukazuje też trud dawania kawałka siebie komuś innemu. Bardzo ujęła mnie ilustracja ukazująca kobietę przeglądającą się w lustrze, która aby zobaczyć w sobie dziewczynkę musi to lustro rozciągnąć.

Kocham czerwone nitki, którymi szyte są niektóre składki. Zabieg prosty, piękny i pomysłowo wykorzystany. Nitki pojawiają się też w ilustracjach i aż by się chciało aby nie były tylko nadrukowane.

Obie to wydawniczy debiut poznańskiego wydawnictwa Wolno, które rozkręca się bardzo szybko i niedawno wydało także Lodorosty i bluszczary cudownie zilustrowane przez Gosię Herbę. Czekamy zatem na kolejne piękne książki!

Tekst: Justyna Bargielska
Ilustracje: Iwona Chmielewska
Wydawnictwo: Wolno
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio

niedziela, lutego 19, 2017

Mamy na naszym regale trochę nietypowych okazów książkowych: sporo leporello, kilka książek pop-up, różnie szytych, klejonych, wycinanych, ale nie widzieliśmy niczego podobnego do tej pozycji. Mały Teatrzyk to książka w postaci kart obrazkowych z tekstem na odwrocie, zamkniętych w kartonowe pudełko z okienkiem. O co chodzi? Z czym to się je? Jak się pewnie domyślacie kartonowe pudełko tworzy ramkę dla ilustracji. Karty wyciąga się po kolei, dzięki czemu oglądamy kolejne „kadry” opowieści. Sprytnie rozwiązane jest umieszczenie treści do czytania – na odwrocie już wyciągniętej karty mamy tekst do następnej ilustracji. Proste, nie?

Mały Teatrzyk czerpie inspiracje z papierowego teatru Kamishibai, którego historia ma swe początki w XII w. Więcej o tym możecie przeczytać na stronie projektu.

Pierwszy oferowany przez Mały Teatrzyk zestaw 23 kart opowiada historię o Jasiu i Małgosi według baśni Braci Grimm. Ciekawe jest to, że tekst nie jest oryginalnym tekstem baśni i został dostosowany przez autorkę - Annę Trzpil do formy książki. Zapowiedziane są już kolejne ilustrowane karty. W zakładce Repertuar na stronie Teatrzyku widać, że w kolejce czeka całkiem sporo opowieści. W sklepiku kupić można także czyste karty i stworzyć coś samemu lub z dzieckiem i potem urządzić domową premierę.

Najbardziej w formie tej publikacji podoba mi się to, że wymusza ona sposób czytania bajki. Przeważnie czytanie z dzieckiem wygląda tak, że musi ono zaglądać przez ramię rodzica aby zobaczyć ilustracje w książce. Mały Teatrzyk sprawia, że wieczorny rytuał staje się swego rodzaju wydarzeniem: jest scena, zmieniające się obrazy i narracja w tle. Tak jak wspomniałam, w planie są kolejne bajki, więc Teatrzyk nie pójdzie szybko w zapomnienie. Powinien Wam też długo posłużyć. Ramka jest wykonana z grubej, sztywnej tektury, zaś ilustracje wydrukowane są na sztywnych kartonikach.

Mały Teatrzyk to nie tylko karty i pudełka, ale także sporo wydarzeń: spektakle plenerowe, warsztaty i wystawy.

Na koniec warto zaznaczyć, że wydawniczy debiut Małego Teatrzyku to wynik zbiórki na wspieram.to. Bardzo cieszy nas fakt, że mogliśmy dzięki temu dorzucić się do fajnego projektu. Mocno trzymamy kciuki za kolejne zestawy kart i rozwój tej inicjatywy.

Autorka (tekst i ilustracje): Anna Gabriela Trzpil
Wydawnictwo: Mały Teatr Ilustracji
-
Do kupienia tutaj

niedziela, lutego 05, 2017

Przygody Robinsona Crusoe autorstwa angielskiego pisarza Daniela Defoe to niewątpliwie klasyk literatury młodzieżowej. Chyba trudno znaleźć kogoś kto nie słyszał o przygodach angielskiego rozbitka, który po katastrofie statku, cudem odnajduje ocalenie na bezludnej wyspie, na której w samotności (no prawie) spędza 13 lat. Nie trzeba już nawet zanurzać się w tekst Daniela Defoe by poznać dalsze losy rozbitka. Dzieło anglika doczekało się tak wielu adaptacji literackich, filmowych, serialowych czy teatralnych i ciągle inspiruje nowe, że na prawdę, trudno mi sobie wyobrazić by ktoś nie słyszał o losach Robinsona Crusoe.

Mnogość adaptacji niesie ze sobą pewien problem - coraz trudniej jest wymyślić coś nowego, świeżego, ale jednocześnie zgodnego z duchem klasycznej powieści. Pochodzący z Kuby artysta Ajubel podjął się tego wyzwania przedstawiając historię rozbitka wyłącznie obrazem. O ile w posłowiu książki czytamy, że technika narracji Ajubela czerpie bardziej z technik literackich i filmowych, niż czego można by się spodziewać z komiksu, to mimo tego nie można odmówić publikacji mocno komiksowego charakteru. Autor zaadaptował powieść Daniela Defoe w postaci monumentalnych, dynamicznych, całostronicowych 77 ilustracji stanowiących nieme sekwencje historii Robinsona Crusoe. Należy zwrócić uwagę, że zadanie nie należało do najłatwiejszych. Synteza dzieła Defoea do postaci kilkudziesięciu plansz, tak by całość zachowała dynamiczną ciągłość fabularną i jednocześnie czytelność, z pewnością była dla Ajubela nie lada wyzwaniem. W moim odczuciu poradził sobie z nim rewelacyjnie. Z początku nie byłem przekonany do stylu jakim operuje artysta. Zdecydowanie bardziej podobały mi się pierwsze, czarno-białe plansze. Jednak wraz z lekturą książki coraz bardziej doceniałem dynamiczny charakter kolorowych ilustracji Ajubela. Brak tekstu oraz ograniczoną objętość autor rekompensuje właśnie ekspresyjnymi ilustracjami, które wywołują wrażenie ruchu na poszczególnych planszach.

Sama książka również jest bardzo fajnie wydana. Gruba okładka z kolorową obwolutą i szytym środkiem. Osobiście jestem rozdarty i nie wiem czy publikacja podoba mi się bardziej z czy bez obwoluty. Po ściągnięciu kolorowej obwoluty znajdziemy, prostą, minimalistyczną, szarą okładkę, wyłącznie z odciskami stóp. Ten zabieg bardzo ładnie, graficznie koresponduje z wyklejką w środku książki, która wygląda jakby była odbita za pomocą linorytu. Nie mam porównania z oryginalnym wydaniem, ale ja jestem zadowolony z polskiego wydania. Brawo Wydawnictwo Tako. Polecam.

ps. z każdego sprzedanego egzemplarza 1 zł przekazywana jest na pomoc uchodźcom.

wtorek, stycznia 31, 2017

O ja! Jakie to fajne! Zobaczcie co ładnego zmajstrowała ostatnio Agata Królak. Pomyślicie pewnie, że kolejną książkę. Nie tym razem, przynajmniej nie do końca - to coś ciekawszego. O ja! Abstrakcja to nietypowa publikacja edukacyjna dla dzieci, która wykorzystując abstrakcję w myśleniu i obrazie, wyjaśnia jak i co mówią do nas kształty i kolory w otaczającym nas świecie.

Publikacja powstała jako narzędzie do przeprowadzenia warsztatów z dziećmi. O ja! Abstrakcja to nie tylko ten namacalny zestaw kart, który za chwilę zobaczycie na zdjęciach. To także cykl warsztatów z ich użyciem. I to te warsztaty działają mocno na moją wyobraźnię. Zwłaszcza dlatego, że Agata ma doświadczenie w pracy zarówno z dziećmi, jak i studentami. Dzięki ćwiczeniom uczestnicy warsztatów mogą uruchomić wyobraźnię, dowiedzieć się ciekawych rzeczy i popróbować swoich sił w abstrakcyjnym myśleniu oraz tworzeniu abstrakcyjnych obrazów. Zadania przeznaczone są dla dzieci powyżej lat pięciu, ale z racji tego, że nie ma ustalonej górnej granicy wiekowej polecam je z całego serca także dorosłym. Mam wrażenie, że dzieci są lepsze w abstrakcyjnym myśleniu, a my moglibyśmy się w tej kwestii od nich wiele nauczyć. Ciekawa jestem do jakich wniosków dojdzie autorka po cyklu warsztatów. Czy wszyscy potrafimy myśleć abstrakcyjnie? Czy dzieci to potrafią? Czy może rzeczywiście myślenie abstrakcyjne mają opanowane lepiej niż dorośli? Osobiście, po cichu stawiam na to, że dzieciaki są mistrzami abstrakcji! Bo nawet najlepsi studenci ASP zostali już jednak mocno dotknięci niewidzialną ręką socjalizacji. Jak już wspomniałam, za cały projekt odpowiada Agata Królak, więc nie dość, że jest interesująco, mądrze i odkrywczo, to jeszcze możemy być pewni, że jest ładnie. O ja! Abstrakcja ma formę teczki, w której umieszczone są karty z ćwiczeniami. Bardzo fajnie pomyślane są same karty, które można pozbawić elementów z tekstem (perforacja) i zostawić sobie samą część z obrazem. Dzięki temu po warsztatach możemy oprawić pracę dziecka lub projekt Agaty znajdujący się z drugiej strony.
Bardzo cieszy mnie fakt, że pojawia się coraz więcej fajnych warsztatowych publikacji dla dzieciaków. Zbieramy je i mamy już kilka na naszym regale. O niektórych z nich pisaliśmy na tym blogu. Smuci mnie tylko fakt, że te najfajniejsze, jak O ja! Abstrakcja są jednak mocno ograniczone nakładem i trudno dostępne. Może któreś z wydawnictw podejmie się kiedyś wydania takiej serii na większą skalę?
Tekst i opracowanie graficzne: Agata Królak

niedziela, stycznia 22, 2017

Zarówno kino jak i literatura przez lata dostarczały przeróżnych historii na temat Księżyca - a to, że jest zrobiony z sera, albo ma wielką twarz, albo jego "ciemną stronę" zamieszkuje nieznana dotąd rasa istot. Ba, Pan Twardowski pewnie też mógłby dorzucić od siebie trzy gorsze na temat Księżyca. Nie wspominając już o tych hultajach, Jacku i Placku.

To właśnie Księżyc staje się miejscem niezwykłego odkrycia w najnowszej książce Mikołaja Pasińskiego i Gosi Herby. W pewnym małym miasteczku mieszka sławna astronomka. Codziennie, przez swój teleskop obserwuje powierzchnię Księżyca. Spokojnie można powiedzieć, że zna każdy skrawek, każdy krater, każdy kamyczek srebrnego globu, ale czy na pewno? Jednego wieczora, ku jej własnemu zaskoczeniu astronomka odkrywa, że na Księżycu mieszka słoń. Ale jak to jest możliwe? Jak mogła tego nie zauważyć wcześniej? No i co właściwie robi słoń na Księżycu? Wieść o tym odkryciu szybko się rozchodzi wśród członków Towarzystwa Księżycowego, tylko czy uwierzą astronomce?

Słoń na Księżycu to kolejna po Fertility ilustrowana publikacja duetu Pasiński i Herba. Tym razem jednak skierowana do szerszego grona czytelników, zarówno do tych małych jak i dużych. Tych drugich powinien zainteresować fakt, że książka Słoń na Księżycu zainspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami. Podobno w XVII wieku sir Paul Neal – jeden z astronomów Towarzystwa Królewskiego miał zaobserwować obecność słonia na Księżycu. Już wtedy jego odkrycie wywołało sporo zamieszania, co z kolei rozpaliło wyobraźnię wielu literatów, którzy spisali owo wydarzenie niekoniecznie w formie poważnej literatury, a bardziej w formie bajek i satyry.

Nie umniejszając roli Mikołaja, nie da się ukryć, że siłą książki Słoń na Księżycu są przepiękne ilustracje Gosi Herby. W przeciwieństwie do wspomnianego albumu Fertility, tutaj Gosia operuje zgoła odmiennym stylem - prostą, geometryczną ilustracją zamkniętą w mocno ograniczonej kolorystyce. Chciałoby się powiedzieć, że dominujące w ilustracjach odcienie koloru niebieskiego idealnie korespondują z terminem "ciało niebieskie" jakim niewątpliwie jest Księżyc.

Nie wiem czy muszę to pisać za każdym razem, ale w ramach formalności napiszę - polecam!

Napisał: Mikołaj Pasiński
Narysowała: Gosia Herba
Wydało: Wydawnictwo Centrala
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio

poniedziałek, stycznia 16, 2017

Jest taki rodzaj książek, które budują własny alternatywny świat, a ich autorzy są w stanie stworzyć wręcz mapę tego nowego miejsca. Kojarzycie tę mapę Śródziemia we Władcy Pierścieni? Albo mapę Doliny Muminków? W Czarach na białym też otrzymujemy na wstępie taką mapę. Na początku trochę tajemniczą i intrygującą, ale wraz z lekturą coraz bardziej przydatną. Osobiście uwielbiam takie mapy, jak te we wspomnianych książkach, ale także te z filmów, choćby z Moonrise Kingdom Wesa Andersona. Taka mapa to swoisty punkt odniesienia i piękny ilustratorski smaczek.

Ale dość o mapach. ;)

Początek tej opowieści jest dość niewinny i bardzo łatwy do wyobrażenia: dziewczynka, szkolna świetlica, ciepłe kakao... Ale potem dzieją się rzeczy jak najbardziej zaskakujące i fantastyczne. Wraz z kożuchem (czy też Kożuchem, bo zotsaje on głównym bohaterem) z wspomnianego kakao lądujemy w przedziwnym świecie, na plaży z preparowanego ryżu, z morzem mleka, gadającą rybą w surducie i innymi niesamowitymi postaciami. Sama nie wiem czy powinnam Wam więcej zdradzać, bo mi czytało się tę książkę wyśmienicie właśnie dlatego, że zaskakiwała mnie co chwilę. Może napiszę tylko tyle, że postacie są bardzo zróżnicowane charakterologicznie, są przygody, tajemnice, przyjaźnie i mnóstwo wymyślnych potraw (ślinka Wam pocieknie). Nie wiem też, czy to tylko moje skojarzenie, ale mam nieodparte wrażenie, że oprócz mapki Czary na białym łączy o wiele więcej z Muminkami. Nie chodzi mi o jakieś zapożyczenia czy bezpośrednie inspiracje, ale o taki ogólny klimat opowieści. Jest trochę sennie, trochę dziwnie, ale tak naprawdę bardzo życiowo. Dobre książki dla dzieci (a może i te dla dorosłych) to takie, które trochę na okrętkę, w zawoalowany sposób mówią nam o życiowych prawdach, uniwersalnych uczuciach i wyborach.

Do tej poetyckości i niezwykłości bardzo pasują ilustracje Marii Dek – trochę kredek, trochę akwareli. Podoba mi się przede wszystkim połączenie tekstu i ilustracji. To, że trzymają się razem, że tworzą całość, a nie tylko „leżą” obok siebie. Wszystko spójne i przemyślane.

Maria Dek za ilustracje do książki Czary na białym została wyróżniona w kategorii ilustracje w konkursie Książka Roku 2016 Polskiej Sekcji IBBY.

Napisała: Magdalena Mrozińska
Narysowała: Maria Dek
Wydało: Wydawnictwo Warstwy
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio.  

niedziela, grudnia 18, 2016

W poprzednim wpisie pokazaliśmy Wam wyśmienitą anglojęzyczną pozycję opartą o alfabet – dziś także zaczniemy od A i skończymy na Z, ale będzie już po polsku. Po lekturze "Alfabetu polskiego" miałam natychmiastową refleksję, że ta pozycja powinna zostać przetłumaczona na wszystkie języki świata, bo jest to fajne skompresowane kompendium wiedzy o Polsce i pomogłoby nie jednemu obcokrajowcowi zapoznać się z naszą historią i dokonaniami.

Zaraz potem pomyślałam, że to jednak ma sens, że napisano i wydano ją po polsku, bo to książka dla nas wszystkich, Polaków. Nie ma co ukrywać - jesteśmy narodem pełnym sprzeczności. Z jednej strony bardzo lubimy czuć się najlepsi, wygrywać turnieje sportowe i zbawiać świat na przeróżne sposoby, z drugiej zaś mamy całą masę kompleksów i na wielu polach czujemy się gorsi od innych narodów. A wcale nie powinno tak być - mamy niesamowicie ciekawą historię, wielu nieprzeciętnych naukowców, super zdolnych artystów i przepiękną naturę. Anna Skowrońska próbuje nam to udowodnić i pokazuje wprost, na konkretnych przykładach, czym możemy się pochwalić i z czego być dumnymi. Wraz z graficzkami z Acapulco Studio, po trochę przypomina nam o naszych naukowcach, muzykach, plastykach, pisarzach, ale także o pięknych miastach, górach, budynkach. Nie zapomina też o historii i tradycjach oraz legendach. Wszystkie te skarby narodowe zostały dość niesztampowo dobrane, zgrabnie opisane i ułożone wg kolejności alfabetycznej. Wybór haseł musiał być bardzo trudny, bo publikacja nie jest ogromnym almanachem, a jedynie czymś w rodzaju wykrzyknika zwracającego uwagę na sprawę. I tak przykładowo pod C znajdziemy czekoladę i historię fabryki Wedla, pod K - Koziołka Matołka, a pod U - Uniwersytet Jagielloński. Przyznacie, rozpiętość tematyczna imponująca.

To na pewno fajna pozycja dla starszych dzieci, która rozbudzi ich ciekawość i uświadomi różnorodność z jaką mamy do czynienia mówiąc, że coś jest polskie. Bo polskie jest i morze, i powieści Sienkiewicza, i sól w Wieliczce. Idealny sposób na nienachalne podkręcenie patriotyzmu :)

Jeszcze słówko o warstwie graficzno-edytorskiej. Ilustracje przeplatają się tu z ikonkami i bardzo jestem ciekawa w jaki sposób dziewczyny z Acapulco Studio podzieliły pracę nad tą książką.
Na stronie wydawcy widnieje informacja, że za ilustracje odpowiada Dudek, a za opracowanie graficzne Nowak, ale do której kategorii zaliczymy ikonki, których jest całkiem sporo i ilustrują wiele z haseł? Ale to tylko takie moja zawodowa ciekawość, bo w sumie nie ma to większego znaczenia – ważne, że wyszło bardzo ładnie i spójnie. Dziewczyny udowodniły, że można zrobić książkę patriotyczną, która będzie nowoczesna, kolorowa i przyjemna w odbiorze.

Tekst: Anna Skowrońska
Opracowanie graficzne: Agata Dudek i Małgorzata Nowak
Wydawnictwo: Muchomor
-
Sprawdź gdzie kupisz tanio.  

niedziela, grudnia 11, 2016

Gdy zbliża się koniec roku w głowie kłębią się myśli - co jeszcze obiecywałem sobie, że zrobię w tym roku, a czego do tej pory nie zrobiłem. Wiem! Mieliśmy kupić książkę Alphabetics, z ilustracjami Dawida Ryskiego, zanim jej nakład się wyczerpie i będziemy sobie przysłowiowo pluli w brodę. Jako, że było to zadanie najłatwiejsze z listy zadań do zrealizowania,to z dumą możemy powiedzieć - zrobione! Teraz pozostaje jedynie polecić Wam byście szybko dopisali zakup tej książki do swojej listy rzeczy do zrobienia. Dlaczego? Powinny Wam wystarczy tylko dwa słowa: Dawid Ryski.

Dla berlińskiego wydawnictwa Little Gestalten, do tekstu Patricka i Traci Concepción, Dawid zilustrował estetycznie niesamowity, aliterowany alfabet. Tak, polskie tłumaczenie nie jest już tak imponujące jak oryginalne. Szczególnie, że zabawa z aliteracją jest w tej publikacji najważniejsza.
Każdej literze alfabetu towarzyszy ilustracja, którą z kolei opisuję zdanie skonstruowane wyłącznie ze słów zaczynających się lub akcentujących tę właśnie literę. Brzmi skomplikowanie? Poniższy przykład z literą "z" Wam wszystko wyjaśni.

Zooey the zonked zombie
gazes at zany zeppelins
with Zig-Zags in Zürich

Książka została wydana w języku angielskim, w dodatku słownictwo w niej zawarte nie zawsze należy do najprostszych. Dlatego publikację sugeruję raczej starszym odbiorcom, którzy po prostu kochają ładne książki. Alphabetics, pomijając genialne ilustracje Dawida Ryskiego, jest też wzorowo zaprojektowany. W prosty sposób ujęta strona tekstowa wzbogacona minimalistycznymi ilustracjami. Ważnym smaczkiem (dla mnie przynajmniej) jest zamknięta paleta kolorów, ALE co jest najfajniejsze, każda ilustracja składa się równo z trzech kolorów. Przy każdej ilustracji, w prawym górnym rogu znajduje się legenda użytych kolorów. Miód. Takie smaczki kocham. Wy też pokochacie. Serio. Kupcie sobie tę książkę zanim jej nakład się wyczerpie i będziecie sobie przysłowiowo ... oj, już sami wiecie co.

Tekst: Patrick & Traci Concepción
Ilustracje: Dawid Ryski
Wydawnictwo: Little Gestalten
-
Kup tutaj

Najpopularniejsze ostatnio

 
undefined