czwartek, grudnia 07, 2017

Jeżeli chwalisz się przed kumplami, że widziałeś/widziałaś Gwiezdne Wojny 25 razy, znasz na pamięć wszystkie kultowe kwestie wypowiedziane w filmach przez Arnolda Schwarzeneggera, jarasz się za każdym razem, gdy oglądając film wyłapiesz ukryty smaczek, albo jesteś jednym z tych osób, które uwielbiają filmy z gatunku "wojownicze wilkołaki cyborgi w kosmosie", no cóż, pewnie już to wiesz - jesteś geekiem. Witaj w klubie. Dla takich osób jak my, wydawnictwo IDW przygotowało encyklopedię ciekawostek pochodzących z kultowych filmów, głównie z lat 80-tych i 90-tych.

No dobra, z tą encyklopedią to trochę przesadziłem. Mimo, że taki opis sugeruje sam wydawca to tak naprawdę Cinegeek to zbiór luźnych, niepowiązanych ze sobą, nierzadko dziwacznych ciekawostek. Wizualnie, na pierwszy rzut oka przypominają komiks, ale bliżej im do jedno lub dwu-planszowym ilustrowanych infografik. Zamiast jednak na siłę próbować zdefiniować czym jest ta publikacja przedstawię Wam kilka wybranych haseł, które pojawiły się w książce.

I tak, możemy: poznać ewolucję kostiumu filmowego Batmana, poznać dziewięć najbardziej strasznych filmowych domów, dowiedzieć się jak wygląda zestaw-gotowiec na każdy film Michaela Baya, przypomnieć sobie najbardziej męskie "powroty" Arnolda Schwarzeneggera, uświadomić sobie, że bez niektórych filmów super-bohaterskich żyłoby się nam lepiej, poznać filmy, które z małym budżetem zarobiły kupę kasy, zobaczyć starcie Jean-Claude Van Damme vs Chuck Norris, poczytać o najciekawszych kontuzjach Jackie Chana w 120 filmach, dowiedzieć się jacy aktorzy, grali Szatana, zobaczyć kostiumy, za które projektanci powinni być sądzeni, dowiedzieć się jakie są największe filmowe stwory (spoiler: tak, wygrywa Exogorth), poznać stare filmy, w których straszne stwory trzymają niewiastę w ramionach. Ok, myślę, że macie już ogólne wydobrzenie o czym jest ta publikacja.

Już tylko na podstawie tych kilku wymienionych powyżej przykładów ciekawostek można się domyślić, że publikacja jest przygotowana z jajem. Poza luźną, komiksową szatą graficzną spora część smaczków jest zrobionych tylko po to by ponabijać się z aktorów lub samego filmu. Świetnym przykładem jest komiks (jedyny komiks w całej publikacji), w którym szcześcio-i-pół-letnia Ethel opowiada o czym jest film "Alien". Poza ciekawostkami, typowymi heheszkami, w książce znajdziecie kilka quizów, na zasadzie, co to za dziwaczne pojazdy, albo z jakiego filmu pochodzą te roboty, które tylko z pozoru brzmią banalnie (no chyba, że to tylko ja miałem z nimi problem). Jeżeli tego Wam mało to na końcu albumu znalazł się mały kącik kulinarny, gdzie znajdziecie dwa przepisy - jeden z Bonda, a drugi z Powrotu do przyszłości. Możecie zgadywać o jakie trunki (podpowiedź) chodzi.

Graficznie album jest wydany rewelacyjnie. Mocno popowa stylistyka, trochę komiks, trochę cartoon. Do tego zamknięta, jaskrawa kolorystyka z dominującym różem, błękitem, czerwienią i filetem. Zerknijcie zresztą sami na zdjęcia.

Autor: Pluttark
Wydawnictwo: IDW
-
Tutaj kupisz ten komiks

poniedziałek, czerwca 05, 2017

Biennale Sztuki Mediów WRO – sama nazwa brzmi strasznie poważnie i aż nieznośnie dorosło. Ale nie dajcie się zwieść, sztuka nowych mediów może być przystępna nawet dla najmłodszych!

Już po raz drugi udowadnia to Przewodnik Małego WRO. O pierwszym przewodniku pisaliśmy tutaj dwa lata temu. Co ciekawe koncepcja na przewodnik jest tym razem trochę inna. Tak samo jak poprzednio spośród prac prezentowanych na biennale wybrano te, które mogą spodobać się młodszym odbiorcom. Jednak tym razem kuratorami przewodnika została rodzina państwa Kraszewskich: Agnieszka i Jan oraz piątka ich dzieci w wieku od 4 do 17 lat. Otrzymujemy zatem zestawienie prac dobrane nie przez profesjonalnych kuratorów, krytyków sztuki czy artystów, ale przez rodzinę, która może mniej lub bardziej przypominać naszą. Dzieciaki są w różnym wieku co też niesie ze sobą ciekawe i czasem bardzo odmienne spostrzeżenia. Osobiście uwielbiam przewodniki i chętnie na każdym festiwalu czy biennale zwiedzałabym wystawy według jakiegoś klucza. Przeważnie obejrzenie wszystkich prac po prostu graniczy z cudem, a dzięki przewodnikowi zyskujemy nie tylko ograniczenie ilościowe, ale także opisy, dzięki którym łatwiej ocenić czy dane dzieło będzie nas interesować. W Przewodniku Małego WRO oprócz opisów są także zadania dla zwiedzających, co dodatkowo aktywizuje dzieci, które jak już wiem z doświadczenia, szybko się nudzą. Nie mogło tego elementu zabraknąć w wydawnictwie pod redakcją Magdaleny Kreis, czyli współautorki Zeszytów do Dziajnu, czy warsztatów 3D czyli Dizajn Dla Dzieci.

Za projekt od strony graficznej odpowiada Michał Loba (znów). Tym razem stworzył prześwietne portrety współautorów przewodnika, czyli rodziny Kraszewskich, które przewijają się przez całą publikację. Fajnie pokazał także wkład dzieciaków w projekt zamieszczając w różnych miejscach ich odręczne rysunki. Jest czytelnie, lekko, nowocześnie, ale też trochę podręcznikowo (chyba przez tę kratkę).

Polecamy wybrać się na Biennale wraz z Przewodnikiem, który można bezpłatnie odebrać w Centrum Sztuki WRO.

Redakcja: Magdalena Kreis
Wydawca: Centrum Sztuki WRO

niedziela, lutego 19, 2017

Mamy na naszym regale trochę nietypowych okazów książkowych: sporo leporello, kilka książek pop-up, różnie szytych, klejonych, wycinanych, ale nie widzieliśmy niczego podobnego do tej pozycji. Mały Teatrzyk to książka w postaci kart obrazkowych z tekstem na odwrocie, zamkniętych w kartonowe pudełko z okienkiem. O co chodzi? Z czym to się je? Jak się pewnie domyślacie kartonowe pudełko tworzy ramkę dla ilustracji. Karty wyciąga się po kolei, dzięki czemu oglądamy kolejne „kadry” opowieści. Sprytnie rozwiązane jest umieszczenie treści do czytania – na odwrocie już wyciągniętej karty mamy tekst do następnej ilustracji. Proste, nie?

Mały Teatrzyk czerpie inspiracje z papierowego teatru Kamishibai, którego historia ma swe początki w XII w. Więcej o tym możecie przeczytać na stronie projektu.

Pierwszy oferowany przez Mały Teatrzyk zestaw 23 kart opowiada historię o Jasiu i Małgosi według baśni Braci Grimm. Ciekawe jest to, że tekst nie jest oryginalnym tekstem baśni i został dostosowany przez autorkę - Annę Trzpil do formy książki. Zapowiedziane są już kolejne ilustrowane karty. W zakładce Repertuar na stronie Teatrzyku widać, że w kolejce czeka całkiem sporo opowieści. W sklepiku kupić można także czyste karty i stworzyć coś samemu lub z dzieckiem i potem urządzić domową premierę.

Najbardziej w formie tej publikacji podoba mi się to, że wymusza ona sposób czytania bajki. Przeważnie czytanie z dzieckiem wygląda tak, że musi ono zaglądać przez ramię rodzica aby zobaczyć ilustracje w książce. Mały Teatrzyk sprawia, że wieczorny rytuał staje się swego rodzaju wydarzeniem: jest scena, zmieniające się obrazy i narracja w tle. Tak jak wspomniałam, w planie są kolejne bajki, więc Teatrzyk nie pójdzie szybko w zapomnienie. Powinien Wam też długo posłużyć. Ramka jest wykonana z grubej, sztywnej tektury, zaś ilustracje wydrukowane są na sztywnych kartonikach.

Mały Teatrzyk to nie tylko karty i pudełka, ale także sporo wydarzeń: spektakle plenerowe, warsztaty i wystawy.

Na koniec warto zaznaczyć, że wydawniczy debiut Małego Teatrzyku to wynik zbiórki na wspieram.to. Bardzo cieszy nas fakt, że mogliśmy dzięki temu dorzucić się do fajnego projektu. Mocno trzymamy kciuki za kolejne zestawy kart i rozwój tej inicjatywy.

Autorka (tekst i ilustracje): Anna Gabriela Trzpil
Wydawnictwo: Mały Teatr Ilustracji
-
Do kupienia tutaj

wtorek, stycznia 31, 2017

O ja! Jakie to fajne! Zobaczcie co ładnego zmajstrowała ostatnio Agata Królak. Pomyślicie pewnie, że kolejną książkę. Nie tym razem, przynajmniej nie do końca - to coś ciekawszego. O ja! Abstrakcja to nietypowa publikacja edukacyjna dla dzieci, która wykorzystując abstrakcję w myśleniu i obrazie, wyjaśnia jak i co mówią do nas kształty i kolory w otaczającym nas świecie.

Publikacja powstała jako narzędzie do przeprowadzenia warsztatów z dziećmi. O ja! Abstrakcja to nie tylko ten namacalny zestaw kart, który za chwilę zobaczycie na zdjęciach. To także cykl warsztatów z ich użyciem. I to te warsztaty działają mocno na moją wyobraźnię. Zwłaszcza dlatego, że Agata ma doświadczenie w pracy zarówno z dziećmi, jak i studentami. Dzięki ćwiczeniom uczestnicy warsztatów mogą uruchomić wyobraźnię, dowiedzieć się ciekawych rzeczy i popróbować swoich sił w abstrakcyjnym myśleniu oraz tworzeniu abstrakcyjnych obrazów. Zadania przeznaczone są dla dzieci powyżej lat pięciu, ale z racji tego, że nie ma ustalonej górnej granicy wiekowej polecam je z całego serca także dorosłym. Mam wrażenie, że dzieci są lepsze w abstrakcyjnym myśleniu, a my moglibyśmy się w tej kwestii od nich wiele nauczyć. Ciekawa jestem do jakich wniosków dojdzie autorka po cyklu warsztatów. Czy wszyscy potrafimy myśleć abstrakcyjnie? Czy dzieci to potrafią? Czy może rzeczywiście myślenie abstrakcyjne mają opanowane lepiej niż dorośli? Osobiście, po cichu stawiam na to, że dzieciaki są mistrzami abstrakcji! Bo nawet najlepsi studenci ASP zostali już jednak mocno dotknięci niewidzialną ręką socjalizacji. Jak już wspomniałam, za cały projekt odpowiada Agata Królak, więc nie dość, że jest interesująco, mądrze i odkrywczo, to jeszcze możemy być pewni, że jest ładnie. O ja! Abstrakcja ma formę teczki, w której umieszczone są karty z ćwiczeniami. Bardzo fajnie pomyślane są same karty, które można pozbawić elementów z tekstem (perforacja) i zostawić sobie samą część z obrazem. Dzięki temu po warsztatach możemy oprawić pracę dziecka lub projekt Agaty znajdujący się z drugiej strony.
Bardzo cieszy mnie fakt, że pojawia się coraz więcej fajnych warsztatowych publikacji dla dzieciaków. Zbieramy je i mamy już kilka na naszym regale. O niektórych z nich pisaliśmy na tym blogu. Smuci mnie tylko fakt, że te najfajniejsze, jak O ja! Abstrakcja są jednak mocno ograniczone nakładem i trudno dostępne. Może któreś z wydawnictw podejmie się kiedyś wydania takiej serii na większą skalę?
Tekst i opracowanie graficzne: Agata Królak

piątek, maja 13, 2016

Na pierwszy rzut oka nieMAPA wygląda prawie jak zwykła mapa – poskładana w harmonijkę z dużą nazwą miasta i widoczkiem na froncie. Nic bardziej mylnego! nieMAPA to niesamowity przewodnik po mieście, który wcale nie jest skierowany do turystów. Autorki nieMAPY - Małgorzata Żmijska i Joanna Studzińska – przygotowały przewodnik głównie dla mieszkańców miasta i ich rodzin, aby mogli wspólnie na nowo odkryć swoje miasto. Na nieMAPA nie ma nazw ulic. Są za to piękne kolorowe ilustracje Maćka Blaźniaka, mnóstwo ciekawostek oraz propozycje zabaw.


Do tej pory powstały już trzy nieMAPY: Łódź, Rzeszów i Wrocław. Trwają prace nad nieMAPĄ dla Lublina. Pokażemy Wam dziś najnowszą, czyli tę wrocławską, która jest nam jednocześnie najbliższa. Mieszkamy we Wrocławiu, a na niemapowym szlaku znalazło się aż pięć miejsc, które leżą tak blisko naszego mieszkania, że pobiegliśmy je odkryć lub sobie odświeżyć jeszcze tego samego popołudnia, kiedy nieMAPA wpadła w nasze łapki.
Bardzo ciekawy jest dobór miejsc, do których zaprasza nas wrocławska nieMAPA. Są wśród nich, oprócz oczywistych atrakcji typu: Ogród Japoński, czy Mostek Czarownic, takie miejsca jak: osiedle WUWA lub labirynt w Parku Brochowskim. Fajnie, że pojawiły się też miejsca dość nowe, jak Hydropolis, Barbara i miejsca kultowe - Pomnik Anonimowego Przechodnia. Jednym słowem jest różnorodnie. A to na pewno spodoba się dzieciakom, które np. po wyprawie do Muzeum Poczty i Telekomunikacji chętnie przejadą się karuzelą w Parku Staromiejskim.




Kiedy przeczytałam po raz pierwszy, że powstanie nieMAPA Wrocław, od razu zastanowiło mnie, co autorki umieszczą w sekcji z regionalizmami. Takie typowe słówka i ich wytłumaczenia, znalazły się bowiem na dwóch poprzednich nieMAPACH. A we Wrocławiu trudno znaleźć takie typowe określenia. Okazało się, że i na to znalazł się pomysł. I tak zamiast typowych słówek, mamy przepis na wrocławski pasztecik. To co prawda potrawa, którą trochę zapomniano, ale tak prosta w wykonaniu, że na pewno każdy może ją przyrządzić (no chyba, że jest wege ;)).



Na nieMAPIE nie zabrakło też wrocławskich krasnoludków. Ja osobiście jestem już nimi odrobinę zmęczona, a pewnie wielu mieszkańców Wrocławia już ich po prostu nie zauważa. Za to dzieciaki zawsze mają frajdę poszukując kolejnych małych ludzików w najdziwniejszych punktach miasta. Dodatkowo autorki zachęcają małego wędrowca do ukrycia w przestrzeni miejskiej własnego krasnala, co akurat bardzo mi się podoba.



Zgodnie dołączamy się do apelu autorek: "Weź nieMAPĘ i chodź na spacer!", a potem wyślijcie komuś bliskiemu pocztówkę z pozdrowieniami z Wrocławia.



nieMAPY można kupić w księgarni Tajne Komplety w Przejściu Garncarskim i w punktach Informacji Turystycznej na Rynku. Na stronie www.niemapa.pl znajduje się także bezpłatna wersja nieMAPY.

Tekst: Weronika Kołodziej, zdjęcia: Grzegorz Teszbir

niedziela, lutego 22, 2015

Jak wiecie, lubimy dobrze zaprojektowane rzeczy. Są wśród nich także literki. Sami też czasem bawimy się w krojenie liter, np. w ramach projektów dla naszej marki Runo.
Ale to co Wam za chwilę pokażemy to prawdziwe crème de la crème dla typolubów.
Typozine to nietypowy artbook stanowiący katalog krojów pism. Każda strona to jeden font, jednego autora – łącznie 28 garniturów zaprojektowanych przez 28 zaproszonych projektantów z Polski i zagranicy. Wszystko wydrukowane ręcznie sitodrukiem w nakładzie 88 sztuk z czego do oficjalnej sprzedaży trafiło sztuk 54.  Każdy egzemplarz jest ręcznie numerowany, szyty i na dodatek oprawiony w płócienny (lub inny imitujący płótno materiał) grzbiet.
Podsumowując: fonty + sitodruk + limitowany nakład. Trzy najlepsze powody aby mieć tę pozycję w swoich zbiorach. Często pisząc teksty do naszych prezentacji, zwracam uwagę na to, że z danej pozycji najchętniej powyciągałabym niektóre kartki i umieściła w ramkach na ścianie. Z Typozine nie ma tego problemu. I nie dlatego, że nie chcę, a dlatego, że oprócz publikacji, można zakupić sobie plakat z ulubionym krojem. Super koncept!
Na koniec jeszcze słówko o Kwiaciarni Grafiki, która stoi za tym projektem. Polecamy Wam zapoznać się także z ich wcześniejszym dziełem - Tour de Rower Zine. Strasznie żałujemy, że nie mamy jej w zbiorach. Na szczęście Kwiaciarze szykują właśnie drugą edycję tego przedsięwzięcia – śledźcie zatem uważnie ich poczynania.
Autorzy: Łukasz Dziedzic, Edgar Bąk, Fontarte, Theosone, PAĪSM83, Valery Virag, Full Metal Jacket, Michal Škapa, Hakobo, Nina Gregier, Xpome, Viktoriya Grabowska, Wiur, UVMW, Ikon, Kamil Słomianowski, Paweł Ryżko, Bartosz Jańczak, Jakub PIONTY Jezierski, Kalina Możdżyńska, Jarema Drogowski, Dasha Levchuk, Mateusz WLK Wolski, Bartek Bojarczuk, Jan Bajtlik, Swear A Lot, Paweł Lachowicz, Paweł Lachowicz, Inessa Kamardina
Wydawca: Kwiaciarnia Grafiki


piątek, sierpnia 29, 2014

Tym wpisem kończymy przegląd "dokumentalnych" leporello z wydawnictwa Nobrow. Najlepsze jednak zachowałem na koniec. Space race zarówno wizualnie jak i treścią zabiera "czytelnika" wysoko, wysoko w przestrzeń kosmiczną, by na 136-ciu centymetrach śledzić barwny wyścig programów kosmicznych Stanów Zjednoczonych oraz Związku Radzieckiego. Identycznie jak to wyglądało w Rise and Fall oraz High Times, tutaj także wewnętrzna strona okładki skrywa małą ściągawkę historyczną dotyczącą kluczowych wydarzeń związanych ze wspomnianym wyścigiem oraz lotami w kosmos.
No a wizualnie? Wizualnie, jak już wspomniałem, z całej trójki ta publikacja przypadła mi najbardziej do gustu. Ponownie, jak w przypadku High Times kluczowe było dla mnie wykończenie ilustracji. Tom Clohosy Cole, podobnie jak Golden Cosmos, również postawił na bardziej graficzne, momentami malarskie, wykończenie ilustracji, ale w moim odczuciu poradził sobie z tym lepiej niż para z Berlina. Kupił mnie przede wszystkim barwnym, niemal trójwymiarowym zobrazowaniem zachodów słońca czy też efektu spalanego paliwa przez startującą rakietę ... no dobra i jeszcze Łajką siedzącą w rakiecie.
Wydawnictwo: Nobrow

czwartek, sierpnia 28, 2014

Kolejna wizualna perełka od brytyjskiego Nobrow i kolejny zapowiedziany wpis poświęcony rozkładanym publikacjom z tego wydawnictwa.
High Times to smakołyk dla fanów dobrej ilustracji, świetnego książkowego dizajnu ... i awiacji. Golden Cosmos, czyli Doris Freigofas oraz Daniel Dolz to kreatywny duet z Berlina, który odpowiedzialny jest za przygotowanie tej 139-cio centymetrowej ilustracji. Ta niesamowicie barwna panorama ilustruje historię lotnictwa od jej mitologicznych początków (Ikar), przez pierwszy lot balonem, Leonarda da Vinci i jego latające maszyny, po II wojnę światową i loty w kosmos. Jak już wspomniałem przy Rise and Fall, Nobrow w przypadku swoich leporello stawia na detal, zabawę w wyszukiwane mikro historii ukrytych pomiędzy piętrzącymi się barwami. Takie dociekliwe badanie każdego skrawka tej ponad metrowej publikacji skutecznie rekompensuje brak treści pisanej. Podobnie jak w przypadku Rise and Fall, tutaj także jedyną treścią są ciekawostki spisane na wewnętrznej stronie okładki (etui). Rozszerzone zostały o daty i stanowią rys historyczny maszyn latających (i tych związanych z lotnictwem), zaczynając od wynalezienia pierwszego spadochronu w 1490 roku, kończąc na roku 2011 i ostatnim locie promu kosmicznego w kosmos.
Wizualnie publikacja jest spójna z pozostałymi z tej serii. Tutaj także występują wyraźne, brylaste formy pozbawione obrysów, jednak w przeciwieństwie do prac Micah Lidberg w Rise and Fall, Golden Cosmos operują bardziej "malarskim" wykończeniem swoich ilustracji. Więcej tutaj przecierek, przybrudzeń i pryśnięć tuszem. Nieważne czy są to efekty manualnego rysunku czy tekstury w programie graficznym, daje to bardzo fajny efekt końcowy. Polecam.

Na ten kończący się tydzień zaplanowaliśmy dla Was trzy prezentacje (włącznie z tą tutaj). Wszystkie będą dotyczyły zdobycznych leporello z wydawnictwa Nobrow. Tak jak je kupiliśmy, tak je Wam zaserwujemy - hurtem.
Pierwszym tytułem będzie Rise and Fall czyli dwustronna, 136 centymetrowa, rozkładana panorama obrazująca upadek wielkich gadów i narodziny nowych gatunków zwierząt.
Misterne ilustracje odwzorowane praktycznie bez linii a jedynie za pomocą zabawy plamą i kolorów sprawiają, że można się godzinami wpatrywać w szczegóły całego obrazka i doszukiwać się nowych elementów - co akurat jest domeną Nobrow i ich "niemych", rozkładanych publikacji.
Jedyna treść jaką znajdziemy w tej "książce" znajduje się na wewnętrznej stronie okładki i stanowi ona spis kilku krótkich ciekawostek związanych z życiem na ziemi.
Czy muszę pisać, że polecam? Chyba nie.

czwartek, czerwca 12, 2014

Jakiś czas temu pisaliśmy na facebooku, że Goverdose wydało limitową, kolekcjonerską talię kart, w której każda karta zilustrowana została przez innego polskiego grafika, ilustratora czy projektanta. Przypomniało nam to jeden z naszych zagranicznych zakupów, który koncepcyjnie nawiązuje do projektu Goverdose. PicTarot, ponieważ o nim mowa, to talia kart tarota zilustrowana przez mniej lub bardziej znanych, zagranicznych artystów. Moglibyście się doczepić, że znów prezentujemy gadżet niebędący publikacją. Na swoje usprawiedliwienie mamy tylko to, że wielu z artystów biorących udział w projekcie PicTarot ma na swoim koncie przynajmniej jeden komiks lub picturebooka. Ba, część z tych artystów pojawiła się nawet na tym blogu, np Tim Biskup czy Moki.
Stawiać tarota nie potrafimy ale jakoś nie wydaje mi się, że tego typu karty kupują ludzie, który chcą sobie powróżyć. My nie chcieliśmy. Jest to bardzo fajny i ładny gadżet, który doczekał się też wersji na telefon. Co ciekawe, wersja na telefon kosztuje niecałego dolca i z tego co widzę jest rozszerzona o więcej kart. Ktoś kto się zna na tarocie pewnie by nam wytłumaczył dlaczego daliśmy się oszukać kupując wersję w pudełku. Mimo wszystko i tak wolę wersję papierową na półkę, niżeli na ekran telefonu, ale "jak się niema co się lubi, to się lubi co się ma", a za 0,99 $ możecie mieć te karty od ręki.

Artyści: Różni
Wydawnictwo: Pictoplasma Publishing

środa, maja 28, 2014

Ta pozycja to już druga publikacja z serii Najlepsze Dyplomy Graficzne wydawanej przez wydawnictwo Brambla. Pierwszą była książka dla najmłodszych Śląskie Mity, którą w zeszłym roku prezentowaliśmy na naszym blogu. Tym razem Brambla wybrała coś zgoła odmiennego, już nie książkę dla dzieci tylko poradnik. Praktyczny Poradnik Młodego Projektanta to praca magisterska Magdaleny Rolki, stanowi on zbiór wywiadów z polskimi projektantami graficznymi. Każdy, kto interesuje się projektowaniem graficznym rozpozna te dziewięć nazwisk bez trudu: Bąk, Bogucka, Cieślak, Korzekwa, Mizieliński, Oslislo, Skakun, Sowiński, Wolny. Prace kilkorga z nich gościły również na tym blogu. Designerzy opowiadają o swojej pracy, inspiracjach i między wierszami doradzają młodym adeptom projektowania. Dużo ciekawych spostrzeżeń związanych z zawodem projektanta, czasem sprzecznych - wiadomo, każdy ma swoją, nie zawsze uniwersalną wizję/podejście do pracy - ale, ogólnie wiele wartościowych rad. Tytuł może być trochę mylący. Poradnik w gruncie rzeczy skierowany jest do każdego, kto zajmuje się zawodowo projektowaniem graficznym, nie tylko osób zaczynających przygodę w tym zawodzie. Sporo cennych spostrzeżeń wyniesie z tej książki każdy, nawet dizajner z wieloletnim stażem. Zresztą, przyjemnie jest poczytać o pracy doświadczonych kolegów po fachu. ;)

Magdalena Rolka -  to młoda projektantka, która udowodniła na przykładzie tej publikacji swoje wszechstronne umiejętności. Nie tylko samodzielnie przeprowadziła wywiady z projektantami, ale także graficznie opracowała, zilustrowała i złożyła całą publikację. Spokojnie można powiedzieć, że Poradnik jest popisem rewelacyjnych zdolności Magdaleny. Ilustracje są smaczne, skład bez zarzutu, koncepcja graficzna spójna. Całość to dobrze zaprojektowany skrypt, który śmiało można wręczać świeżo upieczonym studentom kierunków projektowych wraz z legitymacją studencką lub absolwentom wraz z dyplomem (ale nie tylko, co będziemy podkreślali).
Patronat nad publikacją objęło STGU, już sam ten fakt powinien Wam potwierdzić, że jest to wartościowa, świetnie zaprojektowana publikacja.

Opracowanie: Magdalena Rolka
Wydawnictwo: Brambla

piątek, maja 09, 2014

Właściwie to pełny tytuł tego cacka brzmi New York Postcards: 30 Illustrations from the Pages of The New Yorker and Beyond i w gruncie rzeczy tłumaczy on czym jest kolekcjonerski zestaw, który za chwile Wam zaprezentujemy. Tak, to zestaw pocztówek, czyli żaden komiks, żadna tam książka, troszeczkę naginamy reguły naszego bloga, ale to w końcu Adrian Tomine! Powinniście kojarzyć to nazwisko z wydanego w Polsce komiksu Niedoskonałości, który niestety nie oddaje w pełni talentu ilustratorskiego autora. Tomine operuje świetnie realistyczną, równą kreską, jego ilustracje są bogate w detal, ale są to szczegóły przemyślane, wyrachowane wręcz. Lubię myśleć o jego stylu jako "czystym", takim, w którym każda kreska ma uzasadnienie, kolory zaś są płaskim, stonowanym wypełnieniem, zamiast przesyconych, barwnych fajerwerków. Całość sprawia, że nie sposób nie kochać jego prac. Jest genialnym obserwatorem i odtwórcą rzeczywistości co doskonale pokazuje choćby na poniższych ilustracjach i pewnie dlatego idealnie sprawdza się jako ilustrator prasowy.
Pocztówki z Nowego Yorku to zbiór najbardziej znanych ilustracji Tomine uwieczniających przepiękne, często prozaiczne chwile mieszkańców tego miasta. To zestaw trzydziestu ilustracji, z których część była już publikowana w New York Drawings, a część z nich to okładki i ilustracje pochodzące z New Yorkera.

Kupiliśmy je na festiwalu Comics Invasion Berlin i chcemy więcej. 

Autor: Adrian Tomine
Wydawca: Drawn and Quarterly

wtorek, marca 25, 2014

Przedstawiamy Wam kolejną po Lokomotywa - Zeszyt do zabaw publikację interaktywną dla dzieci. Tym razem, jak zdradza nazwa książki, w pełni poświęconą labiryntom. Ponad 70 labiryntów na 96 stronach. Nie ukrywam, że z początku byłem sceptycznie nastawiony do tej książki. Na myśl przychodziły mi skojarzenia krzyżówkowe w stylu 1001 krzyżówek panoramicznych z monotonnymi labiryntami jeden za drugim. Nic bardziej mylnego! Po przeglądnięciu publikacji szybko okazało się, że moje wyobrażenie labiryntu jest, krótko mówiąc, ograniczone. Thomas Flintham stworzył krainę labiryntów, w której wszystko jest labiryntem. Począwszy od futra tańczącego miśka, przez kamienie, na których siedzi wyjący do księżyca wilk (!!!), po śnieżne stogi, przez które przebrnąć musi mały lisek. Serio, jestem pod wielkim wrażeniem pomysłów na labirynty. Gdy już odblokujecie stereotypowe myślenie, sami zaczniecie wszędzie wokół dostrzegać labirynty. ;) Ta publikacja Wam w tym pomoże, Wam i Waszym pociechom oczywiście. Nie zapominajmy przecież, że jest to książka skierowana (głównie) do dzieci.
Graficznie publikacja utrzymana jest w komiksowym stylu i to bardzo. Przyjemna, płynna kreska wzbogacona dymkami z dialogami. Część zadań stanowi dłuższą historię i jest rozłożona na strony, a czasem też i na kadry. Żałuje jedynie, że ilustracje nie są kolorowe. Jest to jednak fajny pretekst by przy pokonywaniu labiryntów sięgnąć po kolorową kredkę.

Podsumowując przyjemna, ładna, rozwijająca wyobraźnię przestrzenną i spostrzegawczość publikacja. Polecamy, najlepiej z zestawem kolorowych kredek. ;)

Dajcie się zgubić w labiryntach.

Autor: Thomas Flintham
Tłumaczenie: Agata Napiórska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Labiryntu nie z tej ziemi

wtorek, marca 18, 2014

Polecamy Waszej uwadze książkę, która stylistycznie jest daleka od tego co jest Wam znane i do czego przyzwyczaił nas rodzimy rynek picturebooków. Nazwisko ilustratora również może nieść mylne skojarzenia. Znany między innymi z ilustracji do książki XY Jacek Ambrożewski w Szkicach z przyszłości prezentuje z goła odmienny styl niż ten, który mogliśmy podziwiać w pozostałych publikacjach autora. Świadome uproszczenie ilustracji do poziomu dziecięcych szkiców (bazgrołów) jeszcze szerzej otwiera furtkę dla wyobraźni odbiorcy. Ponieważ to właśnie o zabawę z wyobraźnią w tej publikacji chodzi. Jak czytamy na stronie wydawcy, Szkice z przyszłości to książka dla niepoprawnych marzycieli, którymi przecież wszyscy byliśmy, których właśnie wychowujemy lub, którymi jesteśmy nadal.

Publikacja Frankowskiej i Ambrożewskiego to zachęta do wspólnej zabawy z autorami i zanurzenie się w głąb wizji potencjalnej przyszłości, którą stworzyli. „W roku 982012 ... we wszechświecie panuje kosmiczny ład”, tym tekstem Frankowska wprowadza czytelnika w futurystyczne obrazy Ambrożewskiego, który z karty na kartę coraz mocniej wciąga naszą wyobraźnie w świat tak bardzo obcy i odległy od tego, który znamy. Odpowiada na pytanie, jak będzie wyglądał nasz świat w odległej przyszłości. Odruchowo wyłapujemy fragmenty ilustracji, które kojarzą się nam z czymś realnym. Niczym po nitce eksplorujemy wzrokiem wszystko wokół nadając im własne nazwy i znaczenie.

Momentami jedynie teksty Frankowskiej są jedyną rzeczą, która jeszcze trzyma nas w naszym świecie. Tylko czy jest to potrzebne? Czy publikacja nie dałaby większej swobody naszej wyobraźni, gdy pozbawić ją tych tekstów? Ocenicie sami.

Szkice ... pierwotnie powstały jako odpowiedź na zadanie w Pracowni Ilustracji prof. Zygmunta Januszewskiego w warszawskiej ASP. Rok później za sprawą wydawnictwa Papierówka doczekały się wydania w postaci książki, którą właśnie oglądacie. Wizualnie bardzo odważna, momentami szalona, warsztatowo dziecięca, tak bym pół żartem, pół serio ocenił warstwę graficzną publikacji. Niczym zamknięte w okładce kartki z bloku rysunkowego, w którym w dzieciństwie dawaliśmy upust swojej wyobraźni. Zazdroszczę Jackowi, że potrafił się tak bardzo przełamać lub nadal jest tak blisko swojej dziecięcej, nieskrępowanej wizji świata. Oglądając jego publikację nie mogłem się oprzeć pokusie chwycenia ołówka czy długopisu i dołączenie do roli budowniczego świata przyszłości.

Polecamy zarówno dla dużych jak i małych marzycieli.

Tekst: Zosia Frankowska
Ilustracje: Jacek Ambrożewski
Wydawnictwo: Papierówka
Szkice z przyszłości -ksiązkia, picturebook

poniedziałek, grudnia 16, 2013

Jak zapewne dobrze wiecie, lubimy książki ładne, ale tak na prawdę uwielbiamy książki ładne i mądre zarazem. A ta taka właśnie jest. Nie dość, że ma formę leporello, nie dość, że jest świetnie zilustrowana, to jeszcze treściowo niebanalna. Niech was nie zmyli tytuł, przyjazne kolorki, niedźwiedź i różne słodkości na kartach (czy w ogóle można tu mówić o kartach??) tej publikacji. Tak naprawdę to książka melancholijna, rozprawia o szczęściu i jego efemeryczności. Sielanka ale taka zadumana. Tytułowy książę snuje rozważania na temat szczęścia, a raczej jego ulotności i tego, że za szczęściem paraduje masa problemów. Jednak nie dla każdego szczęście ma cierpki smak. Weźmy Kaktusicę na ten przykład - dla niej szczęście ma smak napoleonki, bajaderki albo szarlotki. W słodkim otoczeniu z niedźwiedziem i pieskiem w tle, bohaterowie kontynuują tą filozoficzną rozprawę o szczęściu, która dzięki przepięknym ilustracjom Joanny Concejo ciągnie się aż na sześciu metrach rozkładanej, harmonijkowej książki.
To publikacja niezwykle piękna w formie i treści, przyciągająca bogactwem detali otoczenia wykreowanego przez Bieńczyka i Concejo. Detale te rozbudzały moją wyobraźnie, malując uśmiech na twarzy. Drobiazgi, takie jak np. mina psa krojącego ciasto na chrusty (i samo to, że pies robi chrusty), grzebyk w tylnej kieszeni męskiego bohatera oraz wszędobylskie rozsypane niby przypadkowo „konfetti” z dziurkacza do papieru.
Jak tylko to dostrzegłam, to ogarnęła mnie fala wspomnień i przypomniało mi się jak podkradałam te skrawki z dziurkacza mamy i szukałam dla nich zastosowań :)

Wracając do rzeczywistości – książka warta uwagi, nawet jeśli „dziurkaczowe konfetti” to nie Wasza bajka.

Jeżeli jednak moje słowa was nie przekonują, to musicie wiedzieć, że niedawno „Książę w cukierni” zdobył główną nagrodę Polskiej Sekcji IBBY za ilustracje.

Autor: Marek Bieńczyk
Ilustracje: Joanna Concejo
Wydawnictwo: Format 

książka "Książę w cukierni" z wyd. Format

poniedziałek, listopada 25, 2013

Dziś prezentujemy Wam coś więcej niż książkę. Za publikacją, którą możecie pooglądać na poniższych zdjęciach kryje się bowiem projekt znacznie szerszy. Ale po kolei. Za koncepcję całości odpowiadają dwie kuratorki: Magdalena Kreis i Natalia Romaszkan, które jakiś czas temu poruszły i nas, i Was cudownymi „Zeszytami do Dizajnu”. Zatem nie mogło być inaczej niż w przypadku „Zeszytów”, czyli po prostu genialnie!
Do projektu kuratorki zaprosiły cenionych polskich projektantów i grupy projektowe. Każdy z nich przygotował jeden „mały przepis”. A są to przepisy najróżniejsze – proste i trudniejsze, z papieru, betonu, kabla, drucianych wieszaków czy plastikowych nakrętek. Każdy z nich korzysta z raczej ogólnodostępnych materiałów, dzięki czemu każdy może sobie je skompletować i „dizajnować” do woli :) Możliwe jest to także dzięki temu, że wszystkie przepisy są objęte licencją Creative Commons – zatem można je za darmo kopiować, rozpowszechniać, ale nie można na nich zarabiać i zawsze trzeba przedstawiać autora projektu. Poza zaproszeniem projektantów i zebraniem ich przepisów w jedną publikację, na ich kanwie zorganizowano wystawę i cykl warsztatów, na których można było na żywo usłyszeć przepisy z ust projektantów. Wystawa dzięki temu zmieniała się trochę po każdym z warsztatów zyskując nowe eksponaty. A same przepisy są naprawdę prześwietne! Nam jako książkowym maniakom, najbardziej do gustu przypadły projekty książkowych pomocników od Grupy Projektowej odRzeczy. Grzegorz nawet podjął się realizacji stojaka na książkę z tektury falistej, ale z racji tego, że miał za mały karton przekombinował (jak to Grzegorz). ;)
Urzekła nas też koncepcja konstruowania elementów wyposażenia z kijów do szczotki i polipropylenowych kształtek Roberta Plundry – szykujemy się do zrobienia wieszaka na ubrania (przyda się w naszej sitodrukowej manufakturze). Genialny jest także latający dywan od pracowni k. Co prawda nie mamy dzieci ale myślę, że nasz kot także uwielbiałby ten wynalazek. Tak na prawdę to każdy przepis kusi nas i mamy chęć go wypróbować. Nie możemy też nie wspomnieć o stronie graficznej i introligatorskiej całej publikacji. My odczytujemy formę tego wydawnictwa jako ukłon w stronę projektowania podręczników i poradników z okolic lat 80. Sami ostatnio na strychu w rodzinnym domu Grzegorza odkryliśmy kilka perełk zaprojektowanych w podobnym stylu. Grupo Projektor – to strzał w dziesiątkę! Dzięki ograniczeniu palety barwnej do dwóch przeciwstawnych kolorów i zastosowaniu raczej prostych ukadów kompozycyjnych otrzymaliśmy podręcznik idealny – przyjemny i zrozumiały. A zabieg z rozkładaną okładką/obwolutą fajnie podkreśla fakt, że to jednak nie jest do końca taki zwykły podręcznik.

Podsumowując – czym prędzej wybierzcie się do Galerii Dizajn we Wrocławiu. Wystawa potrwa jeszcze tylko tydzień (do 30 listopada) i można na niej za symboliczną dyszkę nabyć prezentowaną tu publikację.
Przepis można również zamówić tutaj.

Wydawca: BWA Wrocław – Galerie Sztuki Współczesnej
Koncepcja projektu i redakcja publikacji: Magdalena Kreis, Natalia Romaszkan
Oprawa graficzna: Grupa ProjektorPrzepisy przygotowali:
Fontarte, grupa projektowa odRzeczy, Szymon Hanczar, Bogdan Kosak, LIMO Design, MALAFOR, Karina Marusińska, Noviki Studio Grafiki, Alicja Patanowska, Paulina Plizga, Robert Pludra, Pracownia k., Joanna Rusin, Jakub Sobiepanek, Maja Szczypek ( M.A.M Airbag), Nikodem Szpunar (Studio Szpunar) , ZetPety - Recycling Design

wtorek, września 10, 2013

Większość z Was, którzy widzieli nasz poprzedni wpis, domyśliła się do czego zmierzamy i jaką publikację w następnej kolejności zaprezentujemy.
Prezentacja "Map" to naturalna konsekwencja fali wspomnień i sentymentu do minionych lat dzieciństwa (naszego pokolenia), w których to godzinami wertowaliśmy ilustrowane atlasy. Niektórzy z nas mają już dzieci lub chociaż potrzebę powrotu do tego chwilowego stanu zapomnienia - podróżowania palcem po mapie skupiając wzrok na tych wszystkich drobnych ilustracjach. Cieszymy się ogromnie, że Aleksandra i Daniel odświeżyli to stare wspomnienie w nowej, rewelacyjnej formie.

Publikacja ta zrobi wrażenie na każdym, po pierwsze dlatego, że ma format idealny do prezentacji map, czyli duuuży. Jest to tak zwana "książka dywanowa", można nad nią spędzić długie godziny leżakując na dywanie, w łóżku rodziców lub po prostu w trawie. I pisząc "godziny" naprawdę mam na myśli sporo czasu, bo jest tu co oglądać... Drobiazgowo odtworzone mapy, które niejednego młodego kartografa zmuszą do przerysowania kontynentu lub stworzenia mapy najbliższej okolicy oraz setki, jak nie tysiące, szczegółowych rysunków gatunków zwierząt i roślin, które pewnie niejednego młodego adepta botaniki i zoologii zachęcą do robienia zielników i przeszukiwania internetu, a zapewne także do namawiania rodziców na wyprawę do zoo. Autorzy nie pominęli również kulturowych odniesień, chociaż te bardziej są one widoczne w Europejskiej i Północno-amerykańskiej części map. Wszystko to tworzy skarbnicę wiedzy i to wiedzy niebanalnej. Bo przecież z podręczników szkolnych nie wyniesiemy raczej informacji o ptakach o nazwie Edredon, czy biało-krwistych rybach. Fajne jest też to, że chociaż książka ta to autorskie opracownie, to zostały zachowane takie tradycyjne elementy atlasów, jak np. tablice flag (swoją drogą w dzieciństwie uwielbiane i często traktowane nożyczkami, a potem używane w przeróżny sposób, np. w oznakowaniu pojazdów z Lego).

Mam na koniec ogromną prośbę do małżeństwa Mizielińskich: narysujcie dla mnie jeszcze taki atlas nieba, ze wszystkimi konstelacjami i to z każdej z półkul! Bardzo ładnie proszę!

Tekst i ilustracje: Aleksandra i Daniel Mizielińscy


Mapy Mizielińskich

środa, lipca 31, 2013

Bardzo fajna publikacja zrodziła się ze współpracy galerii IllustrateYourself oraz wydawnictwa Tashka. To coś czego jeszcze nie widzieliśmy - międzynarodowa kolorowanka. Od razu na myśl przychodzi mi hasło z dzieciństwa "nie wychodź poza linie". Kolorowanie kolorowanek w moim wykonaniu, to zawsze był proces chaotyczny, zaś wychodzenie poza linie było standardem. Do dziś mi to zostało, ale teraz tłumaczę takie wychodzenie poza linie specyficznym urokiem ilustracji.

Wróćmy jednak do "Kolorowych miast", które trochę niesłusznie nazwałem kolorowanką. Ok, jest to kolorowanka, ale nie tylko. Spokojnie można określić tę publikację artbookiem, a nawet przewodnikiem turystycznym. Album prezentuje bowiem ilustracje wybranych artystów z Galerii IllustrateYourself, którzy tworząc swoje prace inspirowali się miastami, z których pochodzą lub w których obecnie mieszkają.
Jest to bardzo subiektywny przewodnik po miejskich zakątkach i momentami daje się odczuć emocjonalną wieź artysty z danym miejscem. Każdy z autorów stworzył ilustracyjne portrety miast, wycinki z pamięci tego, jak zapamiętali swoje miasto lub co według nich stanowi esencje tychże miast. To publikacja niecodzienna, świetna graficznie i edytorsko. W skrócie, to aż 150 stron, 56 ilustracji, 14 artystów, 14 miast, 6 krajów, 3 kontynenty. Ale jak to kraje, kontynenty? Tak jak wspomniałem, jest to publikacja międzynarodowa. Współtworzą ją zarówno artyści z Polski, jak i zagranicy. Po pokolorowaniu całej ulicy Piotrkowskiej w Łodzi możemy pomaziać Operę w Sydney, czy też bazar w Ulusie. Na tym jednak nie kończy się międzynarodowy charakter "Kolorowych miast". Album wydany jest w dwóch językach. Każde nowe miasto otwiera informacja o autorze oraz miejscach, które zilustrował, całość teksów napisana jest w języku polskim i angielskim.
Jeśli to Was jeszcze nie przekonało, to tylko przywołam kilka nazwisk, które powinniście przynajmniej kojarzyć: bracia Surma, Marta Szudyga, Ingrida Picukane.

Podsumowując:
To świetna publikacja dla najmłodszych, którzy swoją ciekawość świata mogą łączyć z zabawą w "niewychodzenie poza linie".
To świetna publikacja dla tych, którzy doceniają dobre ilustracje i lubią mieć ładny artbook na półce.*

* wybierz jedno z powyższych, które do Ciebie pasuje :)

ps. kolejni artyści, kolejne miasta już w 2014, na kiedy to planowana jest druga część albumu. 

projekt graficzny albumu: Katarzyna Kucharska & Jakub Mazerant
artyści: Przemek "Surpiko" Surma, Marcin "Xulm" Surma, Robert Romanowicz, Marta Szudyga, Paweł Pyzik, Marcin "Poprostu" Gręźlikowski, Adam Quest, Katarzyna Kołodziej, Paweł Zawiślak, Jakub Mazerant, Adam Pękalski, Jieun Park, Ingrida Picukne, Christopher Corr
okładka: Marcin "Poprostu" Gręźlikowski
wyklejka: Christopher Corr
miasta: Lublin, Łódź, Kazimierz Dolny, Katowice, Warszawa, Toruń, Poznań, Kraków (Polska); Jeonju (Korea Południowa); Sydney, Melbourne (Australia); Ankara (Turcja); Ryga (Łotwa); Londyn (Wielka Brytania)
Wydawnictwo: Tashka


Kolorowe Miasta - Coloured Cities

piątek, lipca 26, 2013

Kiedy byłem mały uwielbiałem szczegółowe ilustracje. Miałem tę dziecięcą cierpliwość, która pozwalała mi godzinami wpatrywać się w detale na ilustracji i dopowiadać do nich różne historie ... lub dorysowywać różne rzeczy (ale o tym kiedy indziej). Potrafiłem wracać do jakieś ilustrowanej książki lub komiksu i leżąc na dywanie, wertowałem kartka za kartą z baczną uwagą wyszukując nowych, pominiętych detali. Gdybym w tamtym czasie dostał leporello "Bicycle" pewnie bym ześwirował. To jest publikacja świadomie stworzona dla takich osób jak ja, kiedy byłem małym Grzesiem. To właśnie ten mały Grześ przypomina mi, że obraz czasem może więcej opowiadać niż sama treść pisana i to, że za każdym razem, przeglądając go ponownie, może dopowiedzieć coś jeszcze. Jednak jestem już za stary i pozbawiony tej dziecięcej cierpliwości, by godzinami wpatrywać się w ilustracje, kartka za kartą, szukając nowych, nieodkrytych wcześniej "przygód". W tym momencie w moje życie wkracza pan Ugo Gattoni, który z premedytacją zmusił mnie do powrotu do dziecięcego okresu.

"Bicycle" to inspirowana Igrzyskami Olimpijskimi w Londynie, wielka ilustracja przedstawiająca wyścig kolarski ulicami stolicy Wielkiej Brytanii. Tak jak to bywa w prawdziwym życiu, wyścig to tylko jedna historia wokół której tętni milion innych, pomniejszych. Bohaterowie drugiego planu, biegnący, jadący do pracy, latają, jedzą, bawią się i robią to na co mają ochotę. Ale, co tam bohaterowie drugiego planu, zapomnijcie o nich, spójrzcie na to miasto. Coś mi mówi, że w rzeczywistości Londyn tak nie wygląda, ale nie wiem, nie byłem. Natężenie detali i mnogość mikro historii sprawia, że jest to publikacja na lata. Ok, rzucę pracę i dzień w dzień będę analizował każdy centymetr kwadratowy tej książki.

Jak podaje wydawca leporello mierzy (rozłożone) 195 centymetrów. Sporo! W dodatku jest to dwustronna ilustracja na zasadzie "perpetuum mobile". Jedziesz z peletonem do krawędzi kartki, przewracasz na drugą stronę, rozwijasz i jedziesz dalej i tak w kółko. Na prawdę, cieszę się, że takich publikacji nie było w Polsce jak byłem mały.

Drodzy rodzicie, jeżeli chcecie zająć czymś swoje dziecko, tak na parę lat, kupcie mu "Bicycle".

Autor: Ugo Gattoni 
Wydawnictwo: Nobrow


poniedziałek, lipca 22, 2013

Postanowiliśmy, że ten tydzień będzie "tygodniem leporello" na naszym blogu. Mamy już trzy tego typu publikacje, więc spokojnie można mówić o kolekcji, prawda? Jeszcze szybkie wprowadzenie i wyjaśnienie "czym jest leporello" i lecimy z prezentacją. Leporello to rodzaj długiej publikacji składanej w harmonijkę.
Ci wszyscy, którzy śledzą naszego bloga przynajmniej od roku wiedzą, że już raz prezentowaliśmy taką "harmonijkową" publikację. "Memoires of Suburban Utopia" doczekała się nowych zdjęć, więc możecie śmiało zaglądać.
Z góry uprzedzam, że zarówno dzisiejsze, jak i kolejne leporello jakie zaprezentujemy w tym tygodniu będzie publikacją zagraniczną. Nie jest naszym wymysłem promowanie wyłącznie zagranicznych publikacji - po prostu w Polsce nie mamy tego typu książeczek (chyba). Wiem, że jedno wydawnictwo przymierza się do wydania fajnej, rozkładanej książki i to tyle w temacie polskich leporello. Oczywiście jeżeli się mylimy, wierzymy, że szybko wyprowadzicie nas z błędu. ;)
"Seven reasons not to travel" kupiliśmy w Hamburgu w sposób jaki lubimy najbardziej, czyli przez przypadek. Kręciliśmy się wąskimi uliczkami, między kamienicami, szukając jakieś fajnej knajpki, w której moglibyśmy odpocząć i w końcu coś zjeść. Zamiast tego znaleźliśmy mini księgarnię/concept store z pracownią sitodruku w piwnicy - Druck Dealer. Część z Was wie, że od jakiegoś czasu sami zaczęliśmy się bawić sitodrukiem. Nic więc dziwnego, że podjaraliśmy się tym miejscem. Można było u nich znaleźć mnóstwo rzeczy, na których dało się drukować sitodrukiem: koszulki, plakaty, pocztówki, poduszki, torby i masa innych drobiazgów. Mieli też w swojej ofercie publikacje różnych niemieckich wydawnictw. Wystarczyło, że sprzedawca powiedział trzy słowa klucze: "limitowana", "sitodruk", "nietypowy", a my od razu wpychaliśmy kartę do terminalu. :)
Siedem powodów, by nie podróżować! Przynajmniej jeden powinniście brać na poważnie (tak, ten z baterią!!!). 

Wydawnictwo: Poste Aérienne
Ilustracje: Frederik Jurk, Cleo Schwinkowski, Dieter Jüdt, Adrian Wylezol, 
Peter Hoffmann, Boris Servais, C. Pom

Najpopularniejsze ostatnio

 
undefined