Tym wpisem kończymy przegląd "dokumentalnych" leporello z wydawnictwa Nobrow. Najlepsze jednak zachowałem na koniec. Space race zarówno wizualnie jak i treścią zabiera "czytelnika" wysoko, wysoko w przestrzeń kosmiczną, by na 136-ciu centymetrach śledzić barwny wyścig programów kosmicznych Stanów Zjednoczonych oraz Związku Radzieckiego. Identycznie jak to wyglądało w Rise and Fall oraz High Times, tutaj także wewnętrzna strona okładki skrywa małą ściągawkę historyczną dotyczącą kluczowych wydarzeń związanych ze wspomnianym wyścigiem oraz lotami w kosmos.
No a wizualnie? Wizualnie, jak już wspomniałem, z całej trójki ta publikacja przypadła mi najbardziej do gustu. Ponownie, jak w przypadku High Times kluczowe było dla mnie wykończenie ilustracji. Tom Clohosy Cole, podobnie jak Golden Cosmos, również postawił na bardziej graficzne, momentami malarskie, wykończenie ilustracji, ale w moim odczuciu poradził sobie z tym lepiej niż para z Berlina. Kupił mnie przede wszystkim barwnym, niemal trójwymiarowym zobrazowaniem zachodów słońca czy też efektu spalanego paliwa przez startującą rakietę ... no dobra i jeszcze Łajką siedzącą w rakiecie.
No a wizualnie? Wizualnie, jak już wspomniałem, z całej trójki ta publikacja przypadła mi najbardziej do gustu. Ponownie, jak w przypadku High Times kluczowe było dla mnie wykończenie ilustracji. Tom Clohosy Cole, podobnie jak Golden Cosmos, również postawił na bardziej graficzne, momentami malarskie, wykończenie ilustracji, ale w moim odczuciu poradził sobie z tym lepiej niż para z Berlina. Kupił mnie przede wszystkim barwnym, niemal trójwymiarowym zobrazowaniem zachodów słońca czy też efektu spalanego paliwa przez startującą rakietę ... no dobra i jeszcze Łajką siedzącą w rakiecie.
Autorzy: Tom Clohosy Cole
Wydawnictwo: Nobrow


















Tekst i zdjęcia: Grzegorz Teszbir
0 komentarze:
Prześlij komentarz