piątek, maja 13, 2016

Na pierwszy rzut oka nieMAPA wygląda prawie jak zwykła mapa – poskładana w harmonijkę z dużą nazwą miasta i widoczkiem na froncie. Nic bardziej mylnego! nieMAPA to niesamowity przewodnik po mieście, który wcale nie jest skierowany do turystów. Autorki nieMAPY - Małgorzata Żmijska i Joanna Studzińska – przygotowały przewodnik głównie dla mieszkańców miasta i ich rodzin, aby mogli wspólnie na nowo odkryć swoje miasto. Na nieMAPA nie ma nazw ulic. Są za to piękne kolorowe ilustracje Maćka Blaźniaka, mnóstwo ciekawostek oraz propozycje zabaw.


Do tej pory powstały już trzy nieMAPY: Łódź, Rzeszów i Wrocław. Trwają prace nad nieMAPĄ dla Lublina. Pokażemy Wam dziś najnowszą, czyli tę wrocławską, która jest nam jednocześnie najbliższa. Mieszkamy we Wrocławiu, a na niemapowym szlaku znalazło się aż pięć miejsc, które leżą tak blisko naszego mieszkania, że pobiegliśmy je odkryć lub sobie odświeżyć jeszcze tego samego popołudnia, kiedy nieMAPA wpadła w nasze łapki.
Bardzo ciekawy jest dobór miejsc, do których zaprasza nas wrocławska nieMAPA. Są wśród nich, oprócz oczywistych atrakcji typu: Ogród Japoński, czy Mostek Czarownic, takie miejsca jak: osiedle WUWA lub labirynt w Parku Brochowskim. Fajnie, że pojawiły się też miejsca dość nowe, jak Hydropolis, Barbara i miejsca kultowe - Pomnik Anonimowego Przechodnia. Jednym słowem jest różnorodnie. A to na pewno spodoba się dzieciakom, które np. po wyprawie do Muzeum Poczty i Telekomunikacji chętnie przejadą się karuzelą w Parku Staromiejskim.




Kiedy przeczytałam po raz pierwszy, że powstanie nieMAPA Wrocław, od razu zastanowiło mnie, co autorki umieszczą w sekcji z regionalizmami. Takie typowe słówka i ich wytłumaczenia, znalazły się bowiem na dwóch poprzednich nieMAPACH. A we Wrocławiu trudno znaleźć takie typowe określenia. Okazało się, że i na to znalazł się pomysł. I tak zamiast typowych słówek, mamy przepis na wrocławski pasztecik. To co prawda potrawa, którą trochę zapomniano, ale tak prosta w wykonaniu, że na pewno każdy może ją przyrządzić (no chyba, że jest wege ;)).



Na nieMAPIE nie zabrakło też wrocławskich krasnoludków. Ja osobiście jestem już nimi odrobinę zmęczona, a pewnie wielu mieszkańców Wrocławia już ich po prostu nie zauważa. Za to dzieciaki zawsze mają frajdę poszukując kolejnych małych ludzików w najdziwniejszych punktach miasta. Dodatkowo autorki zachęcają małego wędrowca do ukrycia w przestrzeni miejskiej własnego krasnala, co akurat bardzo mi się podoba.



Zgodnie dołączamy się do apelu autorek: "Weź nieMAPĘ i chodź na spacer!", a potem wyślijcie komuś bliskiemu pocztówkę z pozdrowieniami z Wrocławia.



nieMAPY można kupić w księgarni Tajne Komplety w Przejściu Garncarskim i w punktach Informacji Turystycznej na Rynku. Na stronie www.niemapa.pl znajduje się także bezpłatna wersja nieMAPY.

Tekst: Weronika Kołodziej, zdjęcia: Grzegorz Teszbir

niedziela, kwietnia 05, 2015

Najlepszy patent na celebracje trzydziestych urodzin? Jedziemy z przyjaciółmi do Paryża zajadać się croissantami, chrupać bagietki z serem, pić wino ... no i wydawać grube euro na komiksy i ładne książki. Do tego ostatniego przygotowaliśmy się bardzo dokładnie i chętnie podzielimy się z Wami miejscówkami, które każdy czytelnik tego bloga powinien odwiedzić będąc w stolicy Francji. Zanim jednak zabierzemy Was na książkowe safari garść praktycznych porad.


niedziela, lipca 06, 2014

Na 5 lipca przypada 25 rocznica pamiętnych wydarzeń ze Stoczni Remontowej "Andżej" we Wrocławiu gdzie na styropianie spotkali się: szef zakładowych związków zawodowych *Fil, lider wydawnictwa podziemnego XNDR i pracoholik Bele - powołując do życia najsłynniejsze niezależne wrocławskie wydawnictwo komiksowe BAZGROLLE!!
Na okrągłą 25. rocznicę KOLEKTYF przygotował pierwszą na taką skalę retrospektywę Bazgrolle pod tytułem "Bazgrolle: Historia Sukcesu", na której zobaczyć będzie można nagradzane komiksy, szkice, projekty, wycinki z historii, poznać samych twórców oraz nabyć kolekcjonerskie egzemplarze klasycznych Bazgrollowych komiksów...
- Tak na wystawę zapraszali sami organizatorzy. Skusiliśmy się, wyrwaliśmy się z domu i wpadliśmy na wernisaż do galerii Kolektyf. Jak było? Na wypasie i w pełnej klasie. Firmowy szampan i piwo lały się litrami - Myśmy tam byli i Don Bazgrollon litrami pili.
Hajs (kurczako-dolary) początkowo walał się na stole, później latał w powietrzu, po to by ostatecznie skończyć pod butami odwiedzających galerię. Powiedzieć, że było bogato to jakby skłamać. No i sztuka, komiksowa sztuka przez duże "SZY". Jednak żadne słowa nie opiszą tego jak było na prawdę, niech więc przemówią zdjęcia.

Wystawę można zobaczyć do 2 sierpnia w galerii Kolektyf, ul.Rydygiera 23, Wrocław. Więcej info znajdziecie na profilu facebook Bazgrolli.


środa, maja 14, 2014

Pod koniec kwietnia, przy okazji wizyty w Berlinie wybraliśmy się na jednodniową imprezę komiksową Comic Invasion Berlin. Cała impreza miała miejsce przy Urban Spree Gallery, przy Warschauer Str. (tak, polski akcent ;). Miejsce bardzo klimatyczne, ponieważ położone poniżej poziomu ulicy na terenach poprzemysłowych (obstawiamy starą zajezdnię tramwajową). Cały kompleks jest o tyle fajny, że przewija się przez niego masa ludzi. Pokazy pirotechniczne, knajpki, ogródki piwne, otwarte w nocy galerie sztuki, ścianka wspinaczkowa i masa innych atrakcji. Najlepszą rzeczą z tego wszystkiego i tak była "firma" organizująca noce zwiedzanie miasta w małych gokartach stylizowanych na stare autka. Rewelacja! Tylko trzeba sobie odpuścić alkohol na cały dzień.

Wracając jednak do imprezy komiksowej, trudno byłoby ją nazwać festiwalem. Przy Urban Spree Gallery regularnie odbywają się jakieś imprezy, a ta była po prostu kolejną z rzędu, tylko z akcentem komiksowym. Nie było w niej przepychu komiksowego znanego z naszych polskich festiwali, brak tutaj czystego geekostwa, co pewnie zawiodłoby wielu fanów/uczestników polskich imprez komiksowych. Nikt się nie przebierał, ba, mało kto miał koszulkę komiksową, a mimo to atmosfera była rewelacyjna, świetna, odprężająca wręcz. Cała energia imprezy była skumulowana na placu przed galerią. Były warsztaty z robienia scenagrafii do animacji, warsztaty rysunku, robienie masek, dwóch panów malowało oldschoolowe szyldy na życzenie. Wszystko w powolnym tempie, przy piwku i muzyką w tle. Ciekawostka: dj zapuścił w pewnym momencie zmiksowany kawałek Słuchaj Rytmu (dzięki Dominika).

Miłym akcentem (i kolejnym polskim) w części wystawienniczej było stoisko wydawnictwa Centrala, które niedawno przeniosła swoją siedzibę do UK. Sama część wystawiennicza była skromna, ale raczej adekwatna do kameralnej formy całej imprezy. Wystawiały się na niej wydawnictwa tj. Reprodukt, Avant-Verlag, księgarnie Renate Comics czy choćby nasza ulubiona Modern Graphics, niezależni wydawcy, znalazło się też stoisko z  komiksem francuskim, wystawiali się też twórcy ze swoimi komiksami, zinami czy plakatami. 
Sławy - był Cameron Stewart, przy stoisku którego za 20 eurosów można było kupić sygnowany egzemplarz jego komiksu Sin Titulo, gdzieś w tłumie przemieszczał się Tony Sandoval, a na gitarce podobno grał Mawil. Ciekawostką w części wystawienniczej była "maszyna do ilustracji" (Illumat) - wrzucasz życzenie, pieniądze, czekasz i dostajesz ilustrację tego co sobie zażyczyłeś. Nasz niemiecki pisany był (nadal jest!!!) na tyle słaby, że odpuściliśmy ... i nie chciało nam się stać w kolejce ... i widzieliśmy jakie ilustracje wypluwa "maszyna". ;)

Hitem (nie komiksowym) były trzy szklarnie postawione w centrum placu. Niemcy mają manię na punkcie ekologii. Taka mini szklarnia na kółkach, z mini ogródeczkiem w środku i dwoma krzesłami służy kontemplacji zieleni, to taka zamknięta (dosłownie), zielona strefa w środku miasta.

Czy wybierzemy się na kolejną edycję CIB? Specjalnie nie, ale chętnie skorzystamy jeszcze raz z pretekstu jakim była ta impreza by odwiedzić to miasto. ;)

Ps. no i nakupiliśmy trochę ładnych rzeczy, które będziemy starali się co jakiś czas wrzucać na blog.

poniedziałek, stycznia 21, 2013

Ładne Halo to łódzkie wydawnictwo książek dla dzieci prowadzone przez Asię Gusztę i Maćka Blaźniaka. Z naszego bloga i księgarnianych półek możecie znać wydane przez nich książki:
"Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem","Jak się poznaliśmy", "O psie, który szukał" czy też najnowszą "Lalę Lolka". Jakiś czas temu odwiedziliśmy Asię i Maćka w ich pracowni, a dziś pytamy ich o różne intrygujące nas (i mamy nadzieję również Was) rzeczy.


LL: Przede wszystkim skąd pomysł na Ładne Halo? Czy wydawnictwo książek to tak dochodowy pomysł na biznes czy może zwyciężyły inne ambicje?

Maciek: To ja wymyśliłem. Wydawanie książek to na początek bardziej pomysł na życie niż na biznes. Po  prostu bardzo chciałem wydawać ilustrowane książki. Nawet bardziej niż ilustrować wydawane książki ;) Chociaż to właśnie od tego zacząłem. Zilustrowałem książkę, właściwie stworzyłem ją od deski do deski, wymyśliłem tekst, koncepcję, dobrałem wszystkie parametry – format, rodzaj papieru, typografię - tak, jak chciałem, żeby książka wyglądała. Od początku postanowiłem, że nie będę starał się jej wydać u któregoś z moich ulubionych polskich wydawnictw, a zajmę się tym sam, bo to sprawi mi równie wielką frajdę jak ilustrowanie. Takie właśnie „ambicje” mną wtedy na samym początku kierowały.

Rozeznałem więc temat jak tylko mogłem najlepiej. Pomocna okazała się wiedza ze studiów kierunkowych i doświadczenia z ilustracją prasową, ale równie mocno to, że książką ilustrowaną dla dzieci interesowałem się już od kilku lat. Śledziłem nowości, kolekcjonowałem bezcenne starocie. Co do reszty formalności namówiłem Asię, by mi pomogła. Wspólnie napisaliśmy wniosek o dofinansowanie na założenie działalności i druk pierwszej książki.  Wszystko się udało. Debiutancka książka „Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” weszła na rynek.

Nie chcę powtarzać banału, który jest chyba wszystkim znany, o tym jak niewdzięcznym biznesowo pomysłem, jest zakładanie wydawnictwa z małym kapitałem i wielkim apetytem na piękne książki. Z tego co opowiadam można by wywnioskować, że to kompletnie nie ekonomiczne, a wyłącznie hedonistyczne względy mną kierowały, że Ładne Halo powstało dla zabawy, a nie dla pieniędzy. Ale ja właśnie wierzę, w nasze powodzenie jako biznes i od początku działam zgodnie z długoterminowym planem, który ma nas do tego doprowadzić. Wiedziałem, że nie będzie łatwo i odpowiednio się na to przygotowałem. Nie rozwijamy się jakoś gwałtownie, cały czas się uczymy, ale póki co realizujemy założenia i konsekwentnie idziemy do przodu.

LL: Policzyliśmy, że Ładne Halo to rówieśnik Lupus Libri - powstało na początku 2011 roku, czyli ma już dwa lata. Co zmieniło się od momentu założenia wydawnictwa do dziś? Pozostaliście wierni założeniom i celom wytyczanym dwa lata temu, czy może dołożyliście coś nowego do formuły Ładnego Halo?

Asia: To fakt, firmę zarejestrowaliśmy dokładnie 13 grudnia 2010, ale faktycznie zaczęła działać z początkiem 2011, jak Lupus Libri. Trudno uwierzyć jak dużo się przez ten czas zmieniło. Kiedy wyszła pierwsza książka, wydawnictwo działało jeszcze trochę na drugim planie. Ja pracowałam wtedy w Gliwicach i pomagałam z doskoku, Maciek był skupiony głównie na zadaniach w ramach agencji interaktywnej z którą jako studio Ładne Halo współpracuje. W tym czasie działał jeszcze zewnętrzny dystrybutor, który zajmował się dla nas i większości małych wydawnictw, magazynem i sprzedażą.

Ładne Halo prowadziliśmy praktycznie po godzinach. Nie było to nawet takie trudne przy jednym tytule. Ale w momencie, kiedy zaczęliśmy pracę nad „O psie, który szukał”, wszystko zaczęło się powoli zmieniać. Przeprowadziłam się do Łodzi i zaczęłam krok po kroku wdrażać się we wszystkie tematy. Napisałam tekst i koordynowałam prace nad nową książką we współpracy z Martą Szudygą, którą zaprosiliśmy do projektu. Tym razem mieliśmy już trochę większe o wszystkim pojęcie, więc przygotowania były szerzej zakrojone, powstał plan promocji książki, zaprosiliśmy pewną psią fundację do patronatu, pojawiły się pomysły warsztatów.

To przez tę książkę i fakt, że dotychczasowy dystrybutor zawiesił działalność, zaczęliśmy szukać lokalu, w którym można by umieścić magazyn i zorganizować sobie centrum dowodzenia. Kiedy znaleźliśmy to miejsce, wszystko nagle nabrało tempa i teraz mamy już tyle pracy, że sami jesteśmy zdziwieni.

Maciek: Założenia i cele w głównej mierze zostały takie jak na początku. Nadal stawiamy na rodzimych autorów, nowe pomysły, dobrą ilustrację i staranne wydanie. Priorytetem jest dla nas nadal ilustracja i to nią najłatwiej nas przekonać do swojego projektu. Ciągle staramy się też zostawiać w książkach jakieś uchylone drzwi dla naszych czytelników i zapewniać im możliwość zabawy i interakcji z historią. Zaskoczyło nas tylko wydanie książki Katarzyny Boguckiej „Lala Lolka”, bo pierwotny pomysł był taki by starać się wydawać debiutantów, takich jakimi sami byliśmy. Ale pomysł Kasi na książkę był tak autorski i odważny, że nie mogliśmy odmówić. Tak, że to dla nas bardzo pozytywne odstępstwo od założeń.

LL: Byliśmy zachwyceni Waszą pracownią w OFF Piotrkowskiej, opowiedzcie o niej coś więcej - jak to się stało, że trafiliście do tego miejsca i co daje Wam funkcjonowanie właśnie pod tym adresem?

Asia:  Off Piotrkowska to aktualnie chyba najpopularniejsze miejsce w Łodzi, dzieje się tu dużo, pisze się o tym w lokalnych mediach prawie bez przerwy, odwiedza nas coraz więcej osób z miasta, spoza miasta i spoza kraju. W Łodzi poukrywanych jest setki fabryk. Prawie na każdej ulicy w centrum znaleźć można co najmniej jedną. Część z nich stoi niestety odłogiem i niszczeje. Część została dokładnie odrestaurowana pod budynki bogatych banków, eleganckich biurowców, modnych loftów. Wszyscy znają jedno z większych centrów handlowych w Polsce – Manufakturę, która jest tu najlepszym przykładem. Ale to naszą fabrykę spotkał najciekawszy moim zdaniem los. Została ożywiona od wewnątrz. Właściciel przędzalni, zmuszony kryzysem do odłożenia znacznych inwestycji w obiekt, postanowił nieco uporządkować teren i wypełnić go kreatywnymi biznesami i oryginalnymi miejscami rozrywki.

Mieliśmy wielkiego farta, że tu trafiliśmy. Kiedy zaczęliśmy szukać niedrogiego i niedużego pomieszczenia na wydawnictwo, właściciel Off Piotrkowska akurat kończył obsadzać lokale na pierwszym piętrze. Założenie było takie, że mają tam powstać pracownie, studia, sklepy związane z kreatywnymi biznesami, że swoje miejsca pracy mają tam urządzić ludzie związani z obszarem kultury, rozrywki, sportu, designu i reklamy. Udało nam się przekonać właściciela o naszym kreatywnym potencjale i wynająć jeden z ostatnich lokali. Choć fabryka mieści się przy Piotrkowskiej, w ścisłym centrum miasta, to stać nas było na czynsz, dzięki preferencyjnym zasadom umowy. Zobowiązując się, że będziemy na równi ze wszystkimi sąsiadami, współtworzyć życie kulturalne na terenie byłej przędzalni, korzystamy ze znacznego upustu.

Miejsce tętni teraz życiem, kreatywną energią, którą jedni zarażają się od drugich – to największy atut jaki przychodzi do głowy. Mamy teraz blisko do Pan Tu Nie Stał, a ostatnio otworzyła się naprzeciwko świetna piekarnia, notabene o nazwie Drukarnia, gdzie można od 7 rano kupić bagietki prosto z pieca, a o 17 zjeść pycha burgera. Wspólnie z resztą lokatorów korzystamy z dobrego pijaru tego miejsca, jeśli coś ciekawego dzieje się u jednego z nas, przyciąga to ludzi i media do nas wszystkich.


LL: Odwiedziny w Waszej pracowni udowodniły nam namacalnie, że łączy nas również pasja stricte kolekcjonerska. My dzielimy się naszą kolekcją jedynie wirtualnie za pośrednictwem bloga, za to u Was każdy odwiedzający może przekartkować lub nawet zatopić się w lekturze na wygodnej kanapie. Co skłoniło Was, żeby w pracowni urządzić czytelnię ilustrowanych książek (dodajmy, że
część z nich to publikacje waszej najbliższej polskiej konkurencji)?


Maciek: Ja też przez dłuższy czas dzieliłem się książkami na blogu. Na studiach zacząłem zbierać książki dla dzieci wydane w latach 60tych, 70tych 80tych, takich które zachowały się z mojego dzieciństwa, ale też tych znajdowanych w antykwariatach, które pamiętać mogą nawet nasi rodzice. Założyłem wtedy tralaloskop.blogspot.com i wrzucałem tam skany ulubionych ilustracji. Blog był dość popularny i miałem duży odzew z podziękowaniami, za przywołanie wspomnień z dzieciństwa.

Wszystkie te książki znajdują się teraz na dolnej półce naszej biblioteczki w pracowni i ci którzy nas odwiedzą w pracy mogą na niej do woli szperać. Na górnej półce leżą współczesne książki, najlepszych polskich wydawnictw niezależnych, ale i książki przywiezione z zagranicznych podróży. Trudno mi powstrzymać się przed kupowaniem dobrze wydanych książek więc trochę się ich nazbierało. Przy pracy nad naszymi projektami często sięgamy do znanych i lubianych pozycji i podpatrujemy na jakim wydane są papierze, jak wygląda wyklejka, szycie, albo gdzie były drukowane, a w tym kontekście na przykład jak pachnie dana drukarnia. Z tego powodu zbiory przenieśliśmy do pracowni, żeby mieć je w pracy pod ręką.

Z drugiej strony pomyśleliśmy, że skoro trafił nam się taki świetny lokal, to powinniśmy wykorzystać go nie tylko we własnym zakresie, ale otworzyć też dla ludzi i wypełnić czymś ciekawym. Zorganizowaliśmy więc otwartą czytelnię z małym regałem i wielką kanapą. Jeśli trafia do nas ktoś zainteresowany pięknymi książkami, często podsuwamy wybrane przez nas tytuły i o nich opowiadamy. Jeśli coś bardzo się spodoba, polecamy zakupy w zaprzyjaźnionej księgarni internetowej Małe Książki (www.maleksiazki.pl) lub na dole w sklepie Pan Tu Nie Stał. Nie traktujemy konkurencji jak przeciwników i chyba nikt w środowisku niszowych wydawnictw dla dzieci tak o sobie nawzajem nie myśli. Jesteśmy wszyscy po tej samej stronie i mamy to samo zadanie.

LL: Bardzo podoba nam się to, że Wasza działalność nie zamyka się tylko w formule wydawnictwa. Przy okazji premier swoich książek organizujecie warsztaty dla dzieci i rodziców, a ostatnio podjęliście też współpracę z odzieżową marką. To działania, które wychodzą znacznie poza standardową promocję książki. Czy to Wasz sposób na znalezienie niszy na rynku wydawniczym czy po prostu zajawka by robić fajne rzeczy?

Asia: Rzecz jasna po trochu jedno i drugie. Choć na ten moment bardzo często wydawnictwa starają się przy okazji premier organizować jakieś wydarzenia, by przyciągnąć czytelników i zainteresować szerszą publiczność. Sami podpatrzyliśmy to u starszych „kolegów” z branży. Staramy się przy tym nie wymyślać niczego „na siłę”, dla samego szumu, tylko przygotowywać się do promocji książki tak by wszystko miało ręce i nogi, by jedno wynikało naturalnie z drugiego.

Dlatego przy okazji książki „O psie, który szukał” kilka razy zbieraliśmy karmę, organizowaliśmy bibliodogoterapię, spotkania z psim psychologiem, a do patronatu nad książką zaprosiliśmy fundację związaną z dogoterapią, co wydaje nam się uzasadnione, biorąc pod uwagę naszego głównego bohatera. Podobnie w przypadku współpracy z Czesiociuchem, marką odzieży nastawioną na promowanie indywidualności dziecka i oderwania go od infantylizacji i stereotypów. Nie zaprosilibyśmy Czesława Mozila z Dorotą Zielińską, do patronatu nad „Lalą Lolka”, a oni bankowo nie zgodziliby się go podjąć, gdyby wszystko nie zgrało się tak ideologicznie z przesłaniem książki, jak się zgrało. Kiedy przeczytałam filozofię marki na www.czesiociuch.pl, poczułam się jakby właśnie udało mi się połączyć dwa puzzle jednej układanki. Bardzo się cieszymy, że do tej współpracy faktycznie doszło i że tak dobrze się dla nas układa. Znowu mieliśmy dużo szczęścia, że propozycja wydawnicza od Kasi Boguckiej zgrała się dla nas z debiutem Czesiociucha na rynku. Z drugiej strony z każdą książką jesteśmy coraz lepsi w tym co robimy i coraz pewniej się czujemy, także w sferze promocji.

Pozostałe nasze działania trzeba przypisać specyfice miejsca w jakim pracujemy. Tego, że zobowiązaliśmy się współtworzyć na Off Piotrkowska życie kulturalne dla Łodzian i że lubimy to robić. Dlatego zaangażowaliśmy się w organizację  miejskiego letniska latOFFmieście w fabryce, czy nocy otwartych drzwi podczas łódzkiego Design Festiwalu. Takie akcje to zastrzyk pozytywnej energii i mobilizacja do działania, a poza tym dobra promocja.

LL: Ważne pytanie na koniec: co szykujecie dla czytelników i fanów w 2013? Każda Wasza kolejna publikacja trochę zaskakuje i różni się od poprzednich, czy kolejna książka również będzie zaskoczeniem? Może szykujecie jakiś komiks (zacieramy ręce)??
Maciek: Nie chcemy zapeszać, bo wszystko zależy od tego jakie fundusze uda nam się pozyskać i odłożyć we własnym zakresie, ale mamy w głowie kilka projektów do których się przymierzamy. Najdalej posunięty jest nasz wspólny z Asią pomysł na picture book’a, którego tematu nie chcemy jeszcze zdradzić. Myślimy też o pewnym projekcie książki obrazkowej dla dorosłych, który chcielibyśmy wydać przed łódzkim festiwalem komiksu. Ogłoszenie roku 2013 Rokiem Tuwima, też kusi nas jako wydawnictwo z Łodzi, gdzie planowane są główne obchody. Zobaczymy, które z tych pomysłów uda się zrealizować, a które będą musiały poczekać

Z planów niekoniecznie wydawniczych, chcemy w tym roku rozruszać nasz nowy internetowy projekt portalu poświęconego ilustracji. Póki co działa on na facebooku pod nazwą Ilustrada. Z założenia ma być platformą wymiany myśli, inspiracji i nowinek dla ilustratorów, ale i osób zainteresowanych ilustracją. Z czasem chcemy skompletować redakcję i zacząć publikować artykuły, wywiady i inne ciekawostki. Może Wy macie jakiś pomysł na fajny materiał? :)

LL: Fajny pomysł, na pewno dorzucimy coś od siebie na Ilustradę :)

Ładne Halo możecie odwiedzić w pracowni w Off Piotrkowska przy ul. Piotrkowskiej 138/140 w Łodzi.


Zaglądajcie też na stronę http://www.ladne-halo.pl/
oraz na facebookowe fanpage: https://www.facebook.com/ladne.halo

Poczynania Macieja w szerszym graficznym aspekcie możecie zobaczyć tu: https://www.facebook.com/studio.ladne.halo

Śledźcie także uważnie rozwój Ilustrady: https://www.facebook.com/pages/Ilustradapl/273285062766957?fref=ts

Ładne Halo

środa, października 10, 2012

Troszeczkę nagniemy reguły naszego bloga i w ramach prezentacji miejsca szybka migawkowa wręcz retrospektywa z naszego równie szybkiego wyjazdu na tegoroczną, 23-cia edycję Międzynarodowego Festiwalu Komiksów i Gier w Łodzi.
MFKiG (dla wszystkich, którzy po raz pierwszy słyszą o tym festiwalu) to największa impreza komiksowa w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej (podobno). Odbywa się co roku na początku października w Łodzi. W ramach festiwalu organizowanych jest sporo spotkań z najsłynniejszymi twórcami komiksowymi, prelekcje, konkursy komiksowe, wystawy, warsztaty z rysownikami lub scenarzystami. Przede wszystkim jednak festiwal to część targowa, gdzie można spotkać wszystkich rodzimych wydawców komiksowych i zostawić u nich sporo gotówki na fantastyczne komiksy. Przynajmniej my tak zrobiliśmy. Krąży też legenda, że podobno nie mówi się o pieniądzach tuż po zakończeniu się festiwalu :) (wypada się jednak pochwalić ile pozycji przytargało się do domu ;)
Festiwal zaczyna się w piątek, my dotarliśmy późno, ponieważ w sobotę po południu. Idealnie jednak by zdążyć na spotkanie z Dave'm Mckean'em - genialny człowiek! Sobota jaka jest taka jest, ale dla nas była za krótka. Pierwsze pieniądze wydaliśmy na stoisku Centrali, które to wydawnictwo, jak się później dowiedzieliśmy, decyzją czytelników zdobyło nagrodę za najlepsze polskie wydawnictwo komiksowe roku 2011. Trzeba im to przyznać - idą jak burza. Gratulujemy!


czwartek, sierpnia 02, 2012

Zwiedzanie Berlina bez otarcia się o sztukę to rzecz praktycznie niemożliwa. Zza każdego rogu zerkają na nas szyldy galerii i małe lub wielkoformatowe dzieła streetartu. Nie mogliśmy zatem odmówić sobie wskazania Wam choć kilku miejsc, które są warte zobaczenia. Tym bardziej, że część z ich bezpośrednio ociera się o komiksowe tematy.

środa, sierpnia 01, 2012

Druga część naszego alternatywnego przewodnika/sprawozdania z urlopu w Berlinie.

Weekend to dobry czas na pchle targi. Pełno ich w Berlinie. Żywot niektórych jest krótki więc trzeba sprawdzać czy faktycznie na danej ulicy nadal funkcjonuje straganowy handelek.


wtorek, lipca 31, 2012

W tym roku nasz pierwszy urlop spędziliśmy w Berlinie. Dlaczego tam? Hmm, pewnie dlatego, że bardzo lubimy to miasto, ten klimat, tamtejszy ordnung, tą wielokulturowość, to wręcz pozytywne zagubienie się,
nieważne jak oryginalnej jednostki w tłumie, a przede wszystkim bezkompleksowe podejście do życia :)

Chcielibyśmy przedstawić Wam małe sprawozdanie z naszego pobytu. Troszeczkę pod kątem naszych bibliofilsko-kolekcjonerskich skłonności, troszeczkę pod kątem polecenia fajnych miejsc, które warto odwiedzić gdy już/znów wybierzecie się do tego miasta.

Nasz "raport" zaczniemy od sklepów i księgarń.

Trochę na temat berlińskich sklepów komiksowych na przykładzie jednego z fajniejszych i najlepiej wyposażonych pisaliśmy tutaj. Nie było szansy, żeby nie odwiedzić ponownie Modern Graphics, ba nawet
kilkakrotnie.

piątek, marca 30, 2012

Z kilkudniowym poślizgiem zdajemy relację z pobytu w Budapeszcie.
Niestety, jak na złość w dniach, w których wizytowaliśmy to miasto jedyny sklep komiksowy, jaki udało się nam znaleźć był zamknięty. No cóż, może innym razem. Ewentualnie dysponujemy sprawdzonym, świeżym adresem gdyby się ktoś wybierał.
Nie wiemy za bardzo czy sklep ten wniósłby coś innego niż oferta węgierskich księgarń. Można w nich znaleźć całkiem sporą kolekcję amerykańskich reprintów, ale nic rodzimego.
Dlatego zwiedzająć miasto szukaliśmy dalej.
Znaleźliśmy kilka wartych polecenia księgarń, kawiarnio-pracowni i concept store'ów. To właśnie od jednego z concept store'ów zaczniemy. Głównie ze wzglęgu na sporą kolekcję bajeczek ilustrujących w nowoczesny sposób klasyczne bajki z wilkiem. Jak wiadomo wszystko co wilcze bliskie jest naszym sercom :)
Rododendron – bo o nim właśnie mowa jest typowym concept storem skoncentrowanym na rzeczach pięknych i dobrze zaprojektowanych. Całkiem przestronna powierzchnia sklepu wypełniona jest bardzo zgrabnie gadżetami, biżuterią, obrazkami, przypinkami, torbami książkami i albumami. Białe ściany i białe półki prezentują w nieprzeładowanej formie kolorową ofertę węgierskich wyrobów artystycznych i designersich. Bardzo przyjemnie suneło się od jednego punktu w sklepie do drugiego :) Można tu też zaopatrzyć się w aparat do lomografii i różne gadżety z tym zwiazane (dla zainteresowanych).
Szczególnym zainteresowaniem obdażyliśmy serię ilustrowanych książeczek opowiadająych klasyczne bajki w bardzo nowoczesny i innowacyjny sposób. Wsród tych bajek znalazły się m.in. "Czerwony kapturek" oraz "Trzy małe świnki", czyli bajki z klasycznym antagonistą, a naszym ulubiencem – wilkiem.
Tak więc, ze sklepu wyszliśmy w towarzystwie kilku ksiażeczek z budapeskiego wydawnictwa Csimota. Wkrótce je zaprezentujemy.

Rododendron
19 Semmelweis street, Budapest, 1052 Hungary
http://www.rododendronart.com


Te same książeczki znaleźliśmy chwilę później w innym ciekawym miejscu. Podobnego miejsca jeszcze nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Bowiem Printa to pracownia sitodruku, concept store, przestrzeń wystawiennicza i kawiarnia w jednym. Po prostu wszystko co dobre pod jednym szyldem. Oprócz ciekawych pozycji książkowych, można kupić tu designerskie recyclingowe torby szyte ze starych kurtek, kolczyki z komputerowych taśm lub bieliznę z nadrukami tworzonymi w pracowni.

Printa
Rumbach Sebestyen utca 10, 1075 Budapest VII,
www.printa.hu


Inną ciekawostką, na którą trafiliśmy tuż obok naszego hotelu jest mała francuska księgarnia - Librairie Latitudes. Dużo komiksów i ilustrowanych książek po francusku. Więc jak ktoś chciałby z Węgier przywieść coś francuskiego to polecamy :).

Librairie Latitudes
1077 Budapest
Wesselényi utca 11
http://www.latitudes.hu/


Ogólnie po przejściu się przez miasto mieliśmy wrażenie, że jest w nim mnóstwo księgarń – mniejszych i większych. Nam do gustu przypadła najbardziej ta pod szyldem Libri (ciekawe czemu?). Z tego co zdążyliśmy się zoorientować to sieciówka, ale całkiem przyjemna i dobrze zaopatrzona.
W swojej ofercię mają sporo komiksów Marvel'a i DC po węgiersku.
W Libri udało się nam jeszcze znaleźć jedną książeczkę z wydawnictwa Csimota, która jak się okazało wydana jest zarówno po węgiersku, jak i w języku angielskim.

Libri
1053 Budapest
Kossuth Lajos utca 18
http://www.libri.hu/

Zapraszamy do oglądania wnętrza sklepu Rododendron.


wtorek, grudnia 13, 2011

Jak piszą sami założyciele księgarni, w Tajnych Kompletach pierwsza selekcja tytułów została zrobiona za nas. To, co czeka na półkach to jedynie dobra literatura w przystępnej cenie. Faktycznie, kiedy zaczynamy grzebać wśród oferowanych pozycji utwierdzamy się w przekonaniu, że tytuły zostały specjalnie dla nas przebrane, poukładane na regałach i czekają tylko na decyzję o zakupie.
Nas najbardziej zainteresowała bogata oferta ilustrowanych książeczek dla dzieci. Znajdziemy tutaj tytuły z takich popularnych ostatnio wydawnictw jak Dwie Siostry czy Format, ale także niszową serię bajeczek ludowch wydanych przez sklep Pan Tu Nie Stał.
Komiksiarze też nie wyjdą z księgarni z pustymi rękami. Tajne Komplety mają całkiem sporą ofertę komiksową. Pisząc sporą, mamy na myśli nasze polskie realia (więc proszę sobie niczego ogromnego nie wyobrażać). Podobnie jak w przypadku książek, regał z komiksami też jest ograniczony wyłącznie do ciekawych tytułów. Dostępne są nowości oraz archiwalia z takich wydawnictw jak Kultura Gniewu, Timof/Mroja Press, a także, co ciekawe, komiksy z Centrali.
Trzecią "grupą" tytułów jakie nas interesowały to książki o designie i sztuce. Tutaj także wybór jest zawężony w pozytywnym tego znaczeniu.
Księgarnia poza ofertą polskich tytułów prowadzi sprzedaż pozycji zagranicznych. Nie ma ich specjalnie dużo ale kilka perełek znajdziecie na pewno.
Opisując Tajne Komplety używamy określenia "księgarnia", a należy zauważyć, że tak naprawdę jest to kawiarnio-księgarnia. Można przyjść, rozsiąść się w wygodnych fotelach, zamówić pyszną czekoladę lub inny smakołyk z menu i delektować się dostępnymi tytułami.
Podsumowując: bardzo przyjemne miejsce na spędzenie niedzielnego przedpołudnia.

Tajne Komplety
Przejście Garncarskie 2
Wrocław



poniedziałek, października 17, 2011

Stałym punktem każdej z naszych wizyt w Berlinie (i nie tylko) są sklepy komiksowe. Jest ich jak na jedno miasto naprawdę sporo. No ok, Berlin to duże miasto. Nie zmienia to faktu, że nasuwa się stwierdzenie, że Niemcy mają więcej sklepów komiksowych w samym Berlinie niż my w całym kraju. Ryzykowne, ale może nie tak całkiem dalekie od prawdy.
Sama mapka z rozlokowanymi kropkami markera określająca wyszukane w internecie sklepy robi wrażenie. Do tego dochodzą jeszcze miejsca, które znajdujesz błądząc ulicami tego miasta. Jak choćby mini (ciasna) księgarenka/biblioteka komiksowa z całkiem pokaźnym zbiorem amerykańskich trejdów do wypożyczenia (ale o niej innym razem).

Sklep, który najbardziej przypadł nam do gustu, to mieszczący się na Kreuzbergu, Modern Graphics. Drugi oddział tego sklepu mieści się w centrum handlowym Europa-Center, ale posiada on znacznie uszczuploną ofertę i uwierzcie nam na słowo, nie jest wart Waszej uwagi.
Spośród wszystkich berlińskich sklepów komiksowych dlaczego akurat ten? To proste, bo ma wszystko lub prawie wszystko, czego można chcieć od takiego sklepu, oraz to, że nie znaleźliśmy do tej pory lepszego.

W ciepłe, słoneczne dni można się spodziewać wystawionych przed sklep kartonów pełnych przeróżnych komiksów. Zanim więc wejdzie się do sklepu, obowiązkowo należy zanurzyć dłonie w kartonach z przyciągającym, wysmarowanym flamastrem napisem "0,5 - 2€". Nie jesteśmy już pewni, ale przedruki niemieckojęzyczne są chyba jeszcze tańsze w promocjach "kartonowych". Nas jednak interesowały kartony z dopiskiem "US". Takie promocyjne kartony porozrzucane są po całym sklepie i zawierają również komiksy europejskie. Tytuły objęte promocją to zazwyczaj starsze amerykańskie zeszytówki, ale zdarzają się też trejdy, albumy komiksowe, a także książki. Czasami przecena wynika z delikatnego uszkodzenia komiksu. Trafiają się także takie pozycje, że bierzesz znalezisko, idziesz niepewnie do kasy i głupio się pytasz czy faktycznie tyle kosztuje.
Sam sklep przytłacza, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie bez powodu akcentujemy wcześniej rozmiar sklepu. Nie jest to przestrzeń jaką serwują salony prasowe, bez przesady, ale trzy pokoje po brzegi wypchane komiksami, gadżetami, książkami, figurkami robią wrażenie i wyrzucają umysł na komiksową orbitę.

Pierwsza część to głównie manga oraz komiksy francuskie i niemieckie (amerykańskie reprinty). Trzeba przyznać, że tych drugich mają sporo, a nawet jeszcze więcej, no i ciągle ich przybywa. Zazdrość ściska serce, ale prawda jest taka, że też mieliśmy w Polsce na coś podobnego szansę. Gdyby TM-Semic nie upadło, do dziś moglibyśmy chwalić się podobnym poziomem. Jednak Polska to najwyraźniej nie jest kraj na wydawanie komiksów.

Wracając jednak do Modern Graphics, część pierwsza,poza komiksami, posiada spory wybór gadżetów komiksowych, mangowych, plakatów, badzików, koszulek, czapeczek, designerskich zabawek, książek, albumów, artbooków oraz ulokowanych w jednym rogu tytułów skierowanych do najmłodszych czytelników.

Druga cześć to głównie komiks europejski ale nie pokroju komiksów Lucky Luke czy Trolls de Troy. Bardziej komiksów z których garściami czerpią nasze polskie wydawnictwa Kultura Gniewu oraz Timof i Cisi Wspólnicy. Czyli mamy tutaj Reprodukt, Top Shelf Production, Fantagraphics i wiele, wiele innych pomniejszych wydawnictw wydających świetne powieści graficzne. Ostatnia część to wyłącznie komiks amerykański w każdej postaci. Albumy, zeszyty, gry, figurki, plakaty. Prawdopodobnie hardcorowi fani amerykańskiego mainstreamu mogą poczuć się w tej sekcji trochę zawiedzeni, ale zawsze na pocieszenie mogą kupić kostium Spidermana.

Tak na prawdę nie sposób opisać pełnej oferty sklepu. Bogactwo jej jest jednocześnie plusem i minusem tego sklepu. Minusem tylko dlatego, że ciężko ogarnąć całość bez spędzenia tam dobrych kilku godzin.

Lokalizacja:
Modern Graphics Buchhandel GmbH
Oranienstraße 22, Berlin
www.modern-graphics.de
Otwarte: Pon-Pt 11.00 - 20.00, So 10.00 - 19.30


wtorek, września 06, 2011

W czasie naszych wojaży po Trójmieście udało nam się, mniej lub bardziej przypadkowo, odnaleźć miejsca, które skradły nasze bibliofilskie serca. Jednym z takich miejsc jest ulokowany przy ulicy Długiej, concept store „Dotknij mnie”. Tego typu sklepów pojawia się coraz więcej w miastach naszego rozwijającego się kraju. Jednak tylko nieliczne mają tak bardzo wysmakowaną ofertę, że ma się ochotę do nich wracać i wracać ... i wracać. Właśnie do tej nielicznej grupy zalicza się sklep „Dotnij mnie”. Już z ulicy przykuwają wzrok ciekawe kształtami i kolorami formy ukrywające się za szybą witryny. Dobrze rozplanowana przestrzeń to coś co sobie bardzo cenimy w tego typu sklepach. Nie lubimy przepychu i ścisku, które tylko utrudniają ogarniacie wzrokiem oferty danego sklepu. Na nasze szczęście  „Dotknij mnie” to dość przestronny sklep z bardzo przyjemnym, minimalistyczno - designerskim urządzeniem przestrzeni.
W miejscu tym można znaleźć smakowite kąski z przeróżnych dziedzin nowoczesnego designu.
Znaleźliśmy nawet koszulkę zaprojektowaną przez Weronikę. Więc pochlebna recenzja gwarantowana! :)
„Dotknij mnie” oferuje odzież, biżuterię, wszelkiej maści gadżety, zabawki, pluszaki, plakaty, badziki, kubeczki, no i przede wszystkim książki. Te tratujące o sztuce, designie, streetarcie, polskie, zagraniczne, ale także te będące efektem dobrego designu. Oczywiście nie bylibyśmy sobą gdybyśmy czegoś nie wynieśli (uprzednio za to płacąc). Padło na anglojęzyczną, ilustrowaną książeczkę dla dzieci o psie i kiełbasach.
Na koniec jeszcze, dowiedzieliśmy się od miłej obsługi, że komiksów „jeszcze” nie posiadają w ofercie, ale ... No właśnie to niedopowiedzenie to subtelna szansa, że w przyszłości takie pozycje mogą na stałe zagościć w ofercie sklepu. Nie oznacza to, że sklep pozbawiony jest komiksowych akcentów. Nic bardziej mylnego. W „Dotnij mnie” można znaleźć świetnie wydane albumy i książki poświęcone komiksom i sztuce komiksowej (oczywiście anglojęzyczne).

Lokalizacja:
Gdańsk, ul.Długa 62/63
Godziny Pon - Niedz.: 11:00 - 20:00
www.DotknijMnie.pl


Najpopularniejsze ostatnio

 
undefined