Ładne Halo to łódzkie wydawnictwo książek dla dzieci prowadzone przez Asię
Gusztę i Maćka Blaźniaka. Z naszego bloga i księgarnianych półek możecie znać
wydane przez nich książki:
"Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem","Jak się poznaliśmy", "O psie, który szukał" czy też najnowszą "Lalę Lolka". Jakiś
czas temu odwiedziliśmy Asię i Maćka w ich pracowni, a dziś pytamy ich o
różne intrygujące nas (i mamy nadzieję również Was) rzeczy.
LL: Przede
wszystkim skąd pomysł na Ładne Halo? Czy wydawnictwo książek to tak dochodowy
pomysł na biznes czy może zwyciężyły inne ambicje?
Maciek: To ja
wymyśliłem. Wydawanie książek to na początek bardziej pomysł na życie niż na
biznes. Po prostu bardzo chciałem wydawać ilustrowane książki. Nawet bardziej
niż ilustrować wydawane książki ;) Chociaż to właśnie od tego zacząłem.
Zilustrowałem książkę, właściwie stworzyłem ją od deski do deski, wymyśliłem
tekst, koncepcję, dobrałem wszystkie parametry – format, rodzaj papieru,
typografię - tak, jak chciałem, żeby książka wyglądała. Od początku
postanowiłem, że nie będę starał się jej wydać u któregoś z moich ulubionych
polskich wydawnictw, a zajmę się tym sam, bo to sprawi mi równie wielką frajdę
jak ilustrowanie. Takie właśnie „ambicje” mną wtedy na samym początku
kierowały.
Rozeznałem więc temat jak tylko mogłem najlepiej. Pomocna
okazała się wiedza ze studiów kierunkowych i doświadczenia z ilustracją prasową,
ale równie mocno to, że książką ilustrowaną dla dzieci interesowałem się już od
kilku lat. Śledziłem nowości, kolekcjonowałem bezcenne starocie. Co do reszty
formalności namówiłem Asię, by mi pomogła. Wspólnie napisaliśmy wniosek o
dofinansowanie na założenie działalności i druk pierwszej książki. Wszystko się
udało. Debiutancka książka „Kiedy będę duży, to zostanę dzieckiem” weszła na
rynek.
Nie chcę powtarzać banału, który jest chyba wszystkim znany, o tym
jak niewdzięcznym biznesowo pomysłem, jest zakładanie wydawnictwa z małym
kapitałem i wielkim apetytem na piękne książki. Z tego co opowiadam można by
wywnioskować, że to kompletnie nie ekonomiczne, a wyłącznie hedonistyczne
względy mną kierowały, że Ładne Halo powstało dla zabawy, a nie dla pieniędzy.
Ale ja właśnie wierzę, w nasze powodzenie jako biznes i od początku działam
zgodnie z długoterminowym planem, który ma nas do tego doprowadzić. Wiedziałem,
że nie będzie łatwo i odpowiednio się na to przygotowałem. Nie rozwijamy się
jakoś gwałtownie, cały czas się uczymy, ale póki co realizujemy założenia i
konsekwentnie idziemy do przodu.
LL: Policzyliśmy, że Ładne Halo to rówieśnik Lupus Libri - powstało na początku 2011 roku, czyli ma już dwa
lata. Co zmieniło się od momentu założenia wydawnictwa do
dziś? Pozostaliście wierni założeniom i celom wytyczanym dwa lata temu,
czy może dołożyliście coś nowego do formuły Ładnego Halo?
Asia: To
fakt, firmę zarejestrowaliśmy dokładnie 13 grudnia 2010, ale faktycznie zaczęła
działać z początkiem 2011, jak Lupus Libri. Trudno uwierzyć jak dużo się przez
ten czas zmieniło. Kiedy wyszła pierwsza książka, wydawnictwo działało jeszcze
trochę na drugim planie. Ja pracowałam wtedy w Gliwicach i pomagałam z doskoku,
Maciek był skupiony głównie na zadaniach w ramach agencji interaktywnej z którą
jako studio Ładne Halo współpracuje. W tym czasie działał jeszcze zewnętrzny
dystrybutor, który zajmował się dla nas i większości małych wydawnictw,
magazynem i sprzedażą.
Ładne Halo prowadziliśmy praktycznie po godzinach.
Nie było to nawet takie trudne przy jednym tytule. Ale w momencie, kiedy
zaczęliśmy pracę nad „O psie, który szukał”, wszystko zaczęło się powoli
zmieniać. Przeprowadziłam się do Łodzi i zaczęłam krok po kroku wdrażać się we
wszystkie tematy. Napisałam tekst i koordynowałam prace nad nową książką we
współpracy z Martą Szudygą, którą zaprosiliśmy do projektu. Tym razem mieliśmy
już trochę większe o wszystkim pojęcie, więc przygotowania były szerzej
zakrojone, powstał plan promocji książki, zaprosiliśmy pewną psią fundację do
patronatu, pojawiły się pomysły warsztatów.
To przez tę książkę i fakt,
że dotychczasowy dystrybutor zawiesił działalność, zaczęliśmy szukać lokalu, w
którym można by umieścić magazyn i zorganizować sobie centrum dowodzenia. Kiedy
znaleźliśmy to miejsce, wszystko nagle nabrało tempa i teraz mamy już tyle
pracy, że sami jesteśmy zdziwieni.
Maciek: Założenia i cele w głównej
mierze zostały takie jak na początku. Nadal stawiamy na rodzimych autorów, nowe
pomysły, dobrą ilustrację i staranne wydanie. Priorytetem jest dla nas nadal
ilustracja i to nią najłatwiej nas przekonać do swojego projektu. Ciągle staramy
się też zostawiać w książkach jakieś uchylone drzwi dla naszych czytelników i
zapewniać im możliwość zabawy i interakcji z historią. Zaskoczyło nas tylko
wydanie książki Katarzyny Boguckiej „Lala Lolka”, bo pierwotny pomysł był taki
by starać się wydawać debiutantów, takich jakimi sami byliśmy. Ale pomysł Kasi
na książkę był tak autorski i odważny, że nie mogliśmy odmówić. Tak, że to dla
nas bardzo pozytywne odstępstwo od założeń.
LL: Byliśmy zachwyceni Waszą
pracownią w OFF Piotrkowskiej, opowiedzcie o niej coś więcej - jak to się
stało, że trafiliście do tego miejsca i co daje Wam funkcjonowanie właśnie
pod tym adresem?
Asia: Off Piotrkowska to aktualnie chyba
najpopularniejsze miejsce w Łodzi, dzieje się tu dużo, pisze się o tym w
lokalnych mediach prawie bez przerwy, odwiedza nas coraz więcej osób z miasta,
spoza miasta i spoza kraju. W Łodzi poukrywanych jest setki fabryk. Prawie na
każdej ulicy w centrum znaleźć można co najmniej jedną. Część z nich stoi
niestety odłogiem i niszczeje. Część została dokładnie odrestaurowana pod
budynki bogatych banków, eleganckich biurowców, modnych loftów. Wszyscy znają
jedno z większych centrów handlowych w Polsce – Manufakturę, która jest tu
najlepszym przykładem. Ale to naszą fabrykę spotkał najciekawszy moim zdaniem
los. Została ożywiona od wewnątrz. Właściciel przędzalni, zmuszony kryzysem do
odłożenia znacznych inwestycji w obiekt, postanowił nieco uporządkować teren i
wypełnić go kreatywnymi biznesami i oryginalnymi miejscami
rozrywki.
Mieliśmy wielkiego farta, że tu trafiliśmy. Kiedy zaczęliśmy
szukać niedrogiego i niedużego pomieszczenia na wydawnictwo, właściciel Off
Piotrkowska akurat kończył obsadzać lokale na pierwszym piętrze. Założenie było
takie, że mają tam powstać pracownie, studia, sklepy związane z kreatywnymi
biznesami, że swoje miejsca pracy mają tam urządzić ludzie związani z obszarem
kultury, rozrywki, sportu, designu i reklamy. Udało nam się przekonać
właściciela o naszym kreatywnym potencjale i wynająć jeden z ostatnich lokali.
Choć fabryka mieści się przy Piotrkowskiej, w ścisłym centrum miasta, to stać
nas było na czynsz, dzięki preferencyjnym zasadom umowy. Zobowiązując się, że
będziemy na równi ze wszystkimi sąsiadami, współtworzyć życie kulturalne na
terenie byłej przędzalni, korzystamy ze znacznego upustu.
Miejsce tętni
teraz życiem, kreatywną energią, którą jedni zarażają się od drugich – to
największy atut jaki przychodzi do głowy. Mamy teraz blisko do Pan Tu Nie Stał,
a ostatnio otworzyła się naprzeciwko świetna piekarnia, notabene o nazwie
Drukarnia, gdzie można od 7 rano kupić bagietki prosto z pieca, a o 17 zjeść
pycha burgera. Wspólnie z resztą lokatorów korzystamy z dobrego pijaru tego
miejsca, jeśli coś ciekawego dzieje się u jednego z nas, przyciąga to ludzi i
media do nas wszystkich.
LL: Odwiedziny w Waszej pracowni udowodniły
nam namacalnie, że łączy nas również pasja stricte kolekcjonerska. My
dzielimy się naszą kolekcją jedynie wirtualnie za pośrednictwem bloga, za to
u Was każdy odwiedzający może przekartkować lub nawet zatopić się w
lekturze na wygodnej kanapie. Co skłoniło Was, żeby w pracowni urządzić
czytelnię ilustrowanych książek (dodajmy, że
część z nich to publikacje
waszej najbliższej polskiej konkurencji)?
Maciek: Ja też przez
dłuższy czas dzieliłem się książkami na blogu. Na studiach zacząłem zbierać
książki dla dzieci wydane w latach 60tych, 70tych 80tych, takich które zachowały
się z mojego dzieciństwa, ale też tych znajdowanych w antykwariatach, które
pamiętać mogą nawet nasi rodzice. Założyłem wtedy
tralaloskop.blogspot.com i wrzucałem
tam skany ulubionych ilustracji. Blog był dość popularny i miałem duży odzew z
podziękowaniami, za przywołanie wspomnień z dzieciństwa.
Wszystkie te
książki znajdują się teraz na dolnej półce naszej biblioteczki w pracowni i ci
którzy nas odwiedzą w pracy mogą na niej do woli szperać. Na górnej półce leżą
współczesne książki, najlepszych polskich wydawnictw niezależnych, ale i książki
przywiezione z zagranicznych podróży. Trudno mi powstrzymać się przed kupowaniem
dobrze wydanych książek więc trochę się ich nazbierało. Przy pracy nad naszymi
projektami często sięgamy do znanych i lubianych pozycji i podpatrujemy na jakim
wydane są papierze, jak wygląda wyklejka, szycie, albo gdzie były drukowane, a w
tym kontekście na przykład jak pachnie dana drukarnia. Z tego powodu zbiory
przenieśliśmy do pracowni, żeby mieć je w pracy pod ręką.
Z drugiej
strony pomyśleliśmy, że skoro trafił nam się taki świetny lokal, to powinniśmy
wykorzystać go nie tylko we własnym zakresie, ale otworzyć też dla ludzi i
wypełnić czymś ciekawym. Zorganizowaliśmy więc otwartą czytelnię z małym regałem
i wielką kanapą. Jeśli trafia do nas ktoś zainteresowany pięknymi książkami,
często podsuwamy wybrane przez nas tytuły i o nich opowiadamy. Jeśli coś bardzo
się spodoba, polecamy zakupy w zaprzyjaźnionej księgarni internetowej Małe
Książki (
www.maleksiazki.pl) lub na dole
w sklepie Pan Tu Nie Stał. Nie traktujemy konkurencji jak przeciwników i chyba
nikt w środowisku niszowych wydawnictw dla dzieci tak o sobie nawzajem nie
myśli. Jesteśmy wszyscy po tej samej stronie i mamy to samo
zadanie.
LL: Bardzo podoba nam się to, że Wasza działalność nie zamyka się
tylko w formule wydawnictwa. Przy okazji premier swoich książek
organizujecie warsztaty dla dzieci i rodziców, a ostatnio podjęliście też
współpracę z odzieżową marką. To działania, które wychodzą znacznie poza
standardową promocję książki. Czy to Wasz sposób na znalezienie niszy na
rynku wydawniczym czy po prostu zajawka by robić fajne
rzeczy?
Asia: Rzecz jasna po trochu jedno i drugie. Choć na ten
moment bardzo często wydawnictwa starają się przy okazji premier organizować
jakieś wydarzenia, by przyciągnąć czytelników i zainteresować szerszą
publiczność. Sami podpatrzyliśmy to u starszych „kolegów” z branży. Staramy się
przy tym nie wymyślać niczego „na siłę”, dla samego szumu, tylko przygotowywać
się do promocji książki tak by wszystko miało ręce i nogi, by jedno wynikało
naturalnie z drugiego.
Dlatego przy okazji książki „O psie, który szukał”
kilka razy zbieraliśmy karmę, organizowaliśmy bibliodogoterapię, spotkania z
psim psychologiem, a do patronatu nad książką zaprosiliśmy fundację związaną z
dogoterapią, co wydaje nam się uzasadnione, biorąc pod uwagę naszego głównego
bohatera. Podobnie w przypadku współpracy z Czesiociuchem, marką odzieży
nastawioną na promowanie indywidualności dziecka i oderwania go od
infantylizacji i stereotypów. Nie zaprosilibyśmy Czesława Mozila z Dorotą
Zielińską, do patronatu nad „Lalą Lolka”, a oni bankowo nie zgodziliby się go
podjąć, gdyby wszystko nie zgrało się tak ideologicznie z przesłaniem książki,
jak się zgrało. Kiedy przeczytałam filozofię marki na
www.czesiociuch.pl, poczułam się jakby
właśnie udało mi się połączyć dwa puzzle jednej układanki. Bardzo się cieszymy,
że do tej współpracy faktycznie doszło i że tak dobrze się dla nas układa. Znowu
mieliśmy dużo szczęścia, że propozycja wydawnicza od Kasi Boguckiej zgrała się
dla nas z debiutem Czesiociucha na rynku. Z drugiej strony z każdą książką
jesteśmy coraz lepsi w tym co robimy i coraz pewniej się czujemy, także w sferze
promocji.
Pozostałe nasze działania trzeba przypisać specyfice miejsca w
jakim pracujemy. Tego, że zobowiązaliśmy się współtworzyć na Off Piotrkowska
życie kulturalne dla Łodzian i że lubimy to robić. Dlatego zaangażowaliśmy się w
organizację miejskiego letniska latOFFmieście w fabryce, czy nocy otwartych
drzwi podczas łódzkiego Design Festiwalu. Takie akcje to zastrzyk pozytywnej
energii i mobilizacja do działania, a poza tym dobra promocja.
LL: Ważne
pytanie na koniec: co szykujecie dla czytelników i fanów w 2013? Każda Wasza
kolejna publikacja trochę zaskakuje i różni się od poprzednich, czy kolejna
książka również będzie zaskoczeniem? Może szykujecie jakiś komiks (zacieramy
ręce)??
Maciek: Nie chcemy zapeszać, bo wszystko zależy od tego jakie
fundusze uda nam się pozyskać i odłożyć we własnym zakresie, ale mamy w głowie
kilka projektów do których się przymierzamy. Najdalej posunięty jest nasz
wspólny z Asią pomysł na picture book’a, którego tematu nie chcemy jeszcze
zdradzić. Myślimy też o pewnym projekcie książki obrazkowej dla dorosłych, który
chcielibyśmy wydać przed łódzkim festiwalem komiksu. Ogłoszenie roku 2013 Rokiem
Tuwima, też kusi nas jako wydawnictwo z Łodzi, gdzie planowane są główne
obchody. Zobaczymy, które z tych pomysłów uda się zrealizować, a które będą
musiały poczekać
Z planów niekoniecznie wydawniczych, chcemy w tym roku
rozruszać nasz nowy internetowy projekt portalu poświęconego ilustracji. Póki co
działa on na facebooku pod nazwą Ilustrada. Z założenia ma być platformą wymiany
myśli, inspiracji i nowinek dla ilustratorów, ale i osób zainteresowanych
ilustracją. Z czasem chcemy skompletować redakcję i zacząć publikować artykuły,
wywiady i inne ciekawostki. Może Wy macie jakiś pomysł na fajny materiał? :)
LL: Fajny pomysł, na pewno dorzucimy coś od siebie na Ilustradę :)