wtorek, grudnia 01, 2015

Rzadko kupujemy stare, ale takie naprawdę stare książki dla dzieci do swojej kolekcji. Przeważnie pchani wspomnieniami wyłapujmy okazje by kupić książkę, którą pamiętamy z czasów gdy byliśmy dziećmi, a która nie miała na tyle szczęścia by przetrwać nasze dzieciństwo. Jeszcze rzadziej kupujemy stare książki, których nie znamy. Wówczas kierujemy się prostą zasadą - oceniamy po okładce. Z książką Strzelba zajączka to była miłość od pierwszego wejrzenia. Ponadczasowe ilustracje Janusza Stannego z lepiej dobranym składem spokojnie mogłyby uchodzić za współczesne, mimo, że książka została wydana w roku 69-tym. Kilka tytułów z ilustracjami Stannego zostało wznowionych całkiem niedawno, m.in. O malarzu rudym jak cegła, wydanym przez wydawnictwo Wytwórnia, czy też Raz czterej mędrcy ... z wydawnictwa Dwie Siostry. Ja osobiście jestem fanem tych nieco bardziej geometrycznych ilustracji jakie możemy zobaczyć właśnie w Strzelbie zajączka, w szczególności rozpływam się nad projektem domku Kaczki i Kaczora.
No właśnie, skupiłem się mocno na stronie graficznej książki, całkowicie pomijając fabułkę. Książka opowiada historię wspomnianego już domku pośrodku lasu, w którym żyją Kaczor i Kaczka. Domek odwiedzają w trakcie srogiej zimy różne zwierzątka szukające schronienia, z których nie wszystkie mają dobre intencje. Jednym z tych zwierzątek (tych z dobrymi intencjami rzecz jasna) jest tytułowy zajączek ze strzelbą na plecach. Spokojnie, strzelba jest zepsuta, nie strzela, no i jeszcze nabita jest grochem, ale wrażenie robi. Jak rozwija się cała historia musicie przeczytać sami. Książkę można spokojnie wyhaczyć na allegro, wystarczy się tylko nieco przyczaić.
Na koniec jeszcze ważna ciekawostka, autorem historii jest Czesław Janczarski m.in. twórca książkowej postaci Misia Uszatka
Tekst: Czesław Janczarski
Ilustracje: Janusz Stanny
Wydawnictwo: Biuro wydawnicze "Ruch", 1969

środa, kwietnia 15, 2015

Z dzieciństwa pamiętam tylko jedną talię kart do gry w Piotrusia, była to seria ze Smerfami. Nie pamiętam już czy na okres dzieciństwa przypadła mi tylko ta, jedna talia, czy było ich więcej. W każdym razie jedną miałem i pozwolę sobie na śmiałe stwierdzenie, że Wy, urodzeni w latach 70/80-tych też przynajmniej jedną taką talię mieliście. No sami powiedźcie.

Wydawnictwo Warstwy idzie za ciosem i mocniej uderza w sentyment naszego pokolenia. Wydana pierwotnie w 1970 roku seria Kart Piotruś – Robimy zabawki z klasycznymi ilustracjami Hanny Krajnik wraca w nowym, zmienionym wydaniu właśnie dzięki wrocławskiemu wydawcy. Jak czytamy na stronie wydawcy: Seria kart prezentuje zarówno unikatowe projekty przedstawicieli polskiej szkoły ilustracji, jak i współczesnych ilustratorów. Można więc zakładać, że szykuje się nam większa kolekcja. Pierwsza seria kart to nowe wydanie z ilustracjami pani Hanny Krajnik, której prace część z Was może pamiętać z pisma Świerszczyk lub takich książek dla dzieci jak: O kotku, który szukał czarnego mleka,
Świerszczowa muzyka, Kołysanka dla Marka, Dziewczynka z tęczy.

Prawdopodobnie karty typu Piotruś nie zniknęły z naszego rynku i nadal są dostępne w "jakieś" formie w sklepach z zabawkami. No ale bądźcie ze mną szczerzy - czy nie wolicie kupić dziecku (lub sobie) talii promującej wartości estetyczne polskiej szkoły ilustracji i jednocześnie przywołującej fajne wspomnienia z dzieciństwa, czy wolicie jakiś kicz z poczty? Odpowiedź chyba jest prosta, prawda? ;)

Ilustracje: Hanna Krajnik
Wydawnictwo: Warstwy
-
Kup na stronie wydawcy.

wtorek, września 02, 2014

Chyba żadna książka z dzieciństwa nie utkwiła w mojej pamięci tak mocno jak Na wyspach Bergamutach, mimo to za każdym razem gdy wygrzebuję z kartonów u rodziców jakąś swoją starą książkę, moją głowę przeszywa sentymentalny dreszczyk. Tak samo było w przypadku Geometrii dla najmłodszych. Nie pamiętam za wiele z treści, ale pamiętam doskonale głównych bohaterów (przewodników) wykreowanych w wyobraźni Bohdana Butenko - Ołówek, pajacyk Buratino z kredką zamiast nosa (mój ulubiony), Nieumiałek i Samoradzik.
Wiem, że w jakiś stopniu przemawia przeze mnie sentyment, ale mam wrażenie, że dopiero po latach potrafię w pełni docenić ilustracje Butenko. Na przykład, dopiero teraz zwróciłem uwagę na charakterystyczny klucz graficzny jaki wprowadził Butenko. Strony z obramowaniem w kolorze niebieskim to te, na których występują wyżej wymienione postaci. Żółte plansze to te z "przygodami" Punktu i Cyrkla, natomiast na stronach z różową obramówka znajdowały się ćwiczenia. Nie możemy zapominać, że była to przecież publikacja edukacyjna, wydana przez Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne. Podobno zrobiłem wszystkie zadania z tej książki, a te z Buratino nawet po kilka razy. Ja sam tego nie pamiętam. Moja więź sentymentalna z tą książką ogranicza się wyłącznie do wspomnień poszczególnych stron z książki, no i oczywiście głównych postaci.

A wy co pamiętacie z tej książki?

Autor: Władimir G. Żytomirski, Lew N. Szewrin
Tłumaczenie: Urszula Drabarek
Opracowanie graficzne: Bohdan Butenko
Wydawnictwo: Wydawnictwa Szkolne i Pedagogoczne
Geometria dla najmłodszych

wtorek, lutego 25, 2014


Na wyspach Bergamutach
Podobno jest kot w butach,
Widziano także osła,
Którego mrówka niosła,
...

Gdy byłem mały znałem ten wiersz na pamięć, zanim jeszcze nauczyłem się czytać. Tak wspominają to moi rodzice. Przerobiliśmy go tyle razy wraz z prezentowaną poniżej książką, że już doskonale wiedziałem, która część wiersza była przypisana do której strony i nie dałem się oszukać z szybszym przekartkowaniem książki. Nawet gdy byłem starszy, książka "Na wyspach Bergamutach" była nadal moją ulubioną publikacją dla dzieci. Może to przez sentyment, tylko czy można było mówić o sentymencie w tak młodym wieku? Może to przez jej formę? To była i o ile się nie mylę, to nadal jest moja jedyna książeczka w formie "pop-up". Wyskakujące z karty na kartę, opisywane przez Brzechwę postacie, ożywały w moich oczach. Gdy teraz patrzę na tę książkę, widzę przeciętne ilustracje, już nie tak dobrze rozkładające się formy powyginanego przez czas papieru, ale nadal na mojej twarzy rysuje się uśmiech.
Będąc młokosem miałem sporo ilustrowanych książek, jednak ta szczególnie utkwiła w mojej pamięci i sięga najdalej i najmilej w okres mojego dzieciństwa. Teraz, kiedy znalazłem ją wśród zakurzonych kartonów, dzielę się tym sentymentem z Wami. Kto wie, może spora część z Was też miała tę książkę w dzieciństwie. Ba, może to też była Wasza ulubiona publikacja. :)
Tekst: Jan Brzechwa
Oprawa graficzna: Leonard Mierkiewicz
Przedsiębiorstwo papierniczo-poligraficzne "Prodryn"
Lupus Libri prezentuje - Na wyspach Bergamuta

wtorek, września 03, 2013

Wczoraj dla niektórych zaczął się rok szkolny. Nam rozpoczęcie roku szkolnego zgrało się idealnie z odnalezieniem publikacji, które stymulowały naszą wyobraźnię we wczesnych latach młodości. Taki "blast from the past", który jednocześnie będzie pretekstem do zaprezentowania Wam w przyszłym poście publikacji, która jakiś czas temu szałem zdobyła serca małych i dużych książkomaniaków, a bardzo kojarzy się z poniższymi prezentacjami.
Dzisiejszy wpis dedykowany jest zdecydowanie starszym czytelnikom. Taki troszeczkę sentymentalny powrót do czasów dzieciństwa, a także ciekawość tego, ilu z Was miało te publikacje na swoich półkach.
Dwie publikacje: "Świat i człowiek - Atlas geograficzny dla dzieci" oraz "Świat wokół nas - Encyklopedyczny atlas przyrodniczo geograficzny dla dzieci" (ciut długawe tytuły) znalazłem ostatnio w graciarni młodszej siostry Weroniki. Tknęło mnie to bardzo, szczególnie, że było to jedno z moich ulubionych wydawnictw z dzieciństwa. Z racji tego, że kiedyś księgarnie nie pękały w szwach od dostatku książek dla dzieci, zakładam, że te atlasy, to była przez długi czas jedyna, ilustrowana opcja. Więc fakt, że Weronika (i pewnie większość naszych rówieśników) posiadała je nie powinna mnie dziwić. Och, jaka to była wkręta kiedy okazało się, że oboje mieliśmy te atlasy. Wymiana wspomnień z nimi związanych. Jak to oboje uczyliśmy się rysować zwierzęta, przerysowując je z atlasów, jak uczyliśmy się z nich gwiazdozbiorów, jak rysowałem mapę swojej miejscowości zgodnie z tym czego nauczyłem się z atlasu itd. To była skarbnica wiedzy ogólnej z zakresu "poznawania świata". Przeładowanie zaś szczegółami zawsze robi dobrze na wyobraźnie dziecka. Nie wiem czy teraz dzieciaki potrafią wałkować tą samą publikacje w kółko, wertując kartkę za kartką, skanując wzrokiem w poszukiwaniu nowych, niewypatrzonych jeszcze szczegółów, w każdym razie jak tak robiłem.
Bardzo miło nam wrócić chociaż na chwilę do beztroskich chwil leżenia na dywanie i kartkowania atlasów. :)

Ciekawostka - oryginał atlasu wydany był przez Główny Zarząd Geodezji i Kartografii Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich w Moskwie.
Polski przekład - Państwowowe wydawnictwo "Wiedza powszechna", Warszawa.

Widzieć skrót "CCCP" na wstępie publikacji, bezcenne. Starość ale i sentyment wielki. :)

Chwalić się kto miał te publikacje! :)

Świat i człowiek - Atlas geograficzny dla dzieci

środa, czerwca 01, 2011

Dziś specjalnie na Dzień Dziecka wygrzebaliśmy coś specjalnego. Swoista machina czasu dla wszystkich Was, którzy okres dzieciństwa mają już za sobą. Wydawane na początku lat osiemdziesiątych ilustrowane bajeczki z serii „Poczytaj mi mamo” pobudzały masowo wyobraźnie młodych umysłów. Któż ich nie pamięta? Były w zapętleniu czytane, oglądane, nierzadko dodatkowo kolorowane. Były uwielbiane! Nie przeszkadzał w tym fakt, że nie wszystkie ilustracje do tych bajek były najwyższych lotów (przynajmniej tak nam się dziś wydaje). Ale jak się ma zaledwie tych kilka lat życia docenia się i cieszy się tym, co jest, tak po prostu, naturalnie. Później się dorasta, a książeczki w najlepszym wypadku trafiają do kartonu i na strych. Jakież to piorunujące, sentymentalne uczucie kiedy po dwudziestu latach znajduje się właśnie ów karton. Żeby tego było mało, wydawnictwo Nasza Księgarnia, to samo które wydawało książeczki w latach osiemdziesiątych, wydało w 2010 pierwsze zbiorcze wydanie serii „Poczytaj mi mamo”. Miło było zobaczyć ten charakterystyczny tył okładki, z ptaszkiem, domkiem, serduszkiem i czymś, co chyba jest zającem.

Zapraszamy wszystkich do wspominania tej serii. Piszcie jakie tytuły pamiętacie z dzieciństwa oraz jakie były Waszymi ulubionymi.

Tytuły: 
- Ali-Baba i pasterz
- Babcie też człowiek
- Legenda o złotej kaczce
- Kajtek
- Czerwony kapturek
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

czwartek, lutego 03, 2011

Pozostając w klimacie książek-zabawek, mamy coś jeszcze, tym razem, bardziej superbohaterskiego.
Okazuję się, że w połowie lat 90 pojawiła się próba wydania na naszym rodzimym rynku gry rodzinnej popularyzującej znane postacie z komiksów Marvela. Zamknięte w formie albumu, sześć gier planszowych miało nieść rozrywkę młodym fanom komiksów i dzieciom powyżej lat 3. Osobiście zaliczałem się wówczas do obu tych grup i doskonale pamiętam, że w tamtym okresie pojawienie się tej gry wywołała u mnie wiele pozytywnych emocji.
Na każdej z plansz można było wziąć udział w przygodach znanych bohaterów takich jak: Spiderman, X-men, Fantastic Four, Avengers, Wolverine oraz Hulk.
Sam fakt wydania takiego albumu gier był już dla mnie pełnią szczęścia. Jednak wydawcy posunęli się o krok dalej. Otóż, jak głosi hasło na okładce, księga zawiera "6 gier elektronicznych". Tak, tak, elektronicznych, technologia, rozwój. Do książki dołączona była "elektroniczna kostka", której niestety już nie mam, z racji tego, że była niezbędna przy konstrukcji mojego stroju superbohatera.
Księga stanowi ciekawą pozycję kolekcjonerską, ale już nie budzi tych samych emocji co kiedyś. Co więcej, wydaje się być momentami absurdalnie śmieszna.
Grając np. w Fantastic Four, natykamy się na różnego rodzaju zdarzenia od ataku Doombotów, Annihilusa, Mole Mana, po samego Dr. Dooma. Czasami jednak pojawiają się zdarzenia wydawałoby się przekraczające kompetencje zawirowań kosmicznej energii - "Kwiat z doniczką spada na ciebie z parapetu. Zabierasz swój pionek."

Wydawnictwo: Wilga

niedziela, stycznia 16, 2011

Przywiezione przez Weronikę z Festiwalu Designu w Łodzi książeczki od Pan Tu Nie Stał sentymentalnie cofnęły mnie w czasie. Dokładnie do okresu dzieciństwa, kiedy to rodzice kupowali mi od czasu do czasu małe książeczki w kwadratowym formacie. Wydawano je na średniej jakości papierze z cienką kartonową okładką.

Często książeczki zawierały krótką rymowaną przypowiastkę. Część z nich jeszcze zachowała się na strychu rodziców. Reprezentują one pierwsze próby innowacyjnego składu i niekonwencjonalnego podejścia do ilustracji książeczek dla dzieci. Jednym z takich przykładów jest ten zbiór wyliczanek.
Ktoś jeszcze pamięta zabawy w "Pałka, zapałka, dwa kije, kto się nie schowa ten kryje"?

Autor: zebrała Bożena Jankowska, opracował graficznie Jacek Brzozowski, rysunki Karoliny, Urszuli i Witka
Wydawnictwo: Wydawnictwo Polskiego Towarzystwa Książek, 1986

Najpopularniejsze ostatnio

 
undefined