Zacznę tym razem trochę od tyłu,
bowiem na tyle okładki tej książki znajduje się krótki
tekst/recenzja Moniki Obuchow,
który przemówił do mnie równo mocno, co zawartość książki. Co
prawda w innym sensie, ale nie mogłam pominąć tego w naszej
prezentacji. Monika pisze o autorce i "Kłopocie" ale tak
naprawdę dotyka sedna samych książek obrazkowych. Zwraca uwagę na
to, że dobra książka "dla dzieci" powinna trafiać nawet
mocniej do dorosłych odbiorców, nazywa ją "poezją obrazu".
Rozumiem to aż nadto dobrze, bo właśnie my (czyli ja i Grzegorz,
a pewnie i sporo z Was) jesteśmy tymi "dorosłymi bez dzieci",
którzy chłoną treści zapisane w formie obrazów o wiele chętniej
niż tysiąc-stronicowe tomiszcza zapisane suchym tekstem.
Dzięki Moniko! Nazwałaś kilkoma
słowami wszystko to, co czułam od lat kilku :)
No dobrze, wróćmy jednak do
"Kłopotu". Nie było przypadkowe to, że taka, a nie inna
recenzja znalazła się na tyle tej książki.
"Kłopot" to na prawdę
wyjątkowa książka. Mało tu słów, ale nie ma też rozbudowanej
ilustracji.
To książka oparta na pomyśle, to kreatywna zabawa z czytelnikiem, to wreszcie zaproszenie do świata,
w którym nawet nieprzyjemny wypadek przy pracy może stać się
początkiem czegoś wartościowego. Wszystko zaczyna się od
przypalonego obrusu, śladu żelazka... potem wciąga nas niesamowity
tok myślenia autorki tego trójkątnego kształtu, a kończymy
zastanawiając się, nie nad tym co jeszcze można dorysować, by ten
kształt w coś fajnego zamienić, ale dochodząc do wniosku, że
prawdziwe wartości przedmiotów, to nie ich trwała, choćby
najpiękniejsza, forma ale znaczenie jakie ze sobą niosą... Zresztą
to nie jedyna mądra refleksja, która goni nas po lekturze, ale może
reszty doświadczcie już na własnej skórze ;)












Tekst: Weronika Kołodziej, Zdjęcia: Grzegorz Teszbir
Cieszę się!
OdpowiedzUsuńA niektórzy nie wierzą, że bez dzieci też można fascynować się "takimi rzeczami". Dziwne, nie?
Pozdrawiam, Monika Obuchow vel Pani Zorro
świetne!
OdpowiedzUsuńOd dawna wychodzę z biblioteki obładowana książkami dla dzieci i chociaż mam w domu trzylatkę, większość wypożyczonych książek czytam sama. Karta czytelnicza córki jest niezłym alibi:-)
OdpowiedzUsuńTy przynajmniej masz alibi. Musimy sobie też takie sprawić :D
Usuń