Za oknem szaro, buro i ponuro, jeszcze nie pada, ale to tylko kwestia czasu, typowa pogoda pod psem. Chciałoby się napalić w kominku, zrobić sobie ciepłej herbaty z miodem, owinąć się kocem i zanurzyć się w jakieś lekturze. No tak, tylko my nie mamy kominka, ale z przyjemnością wygrzebałem z naszych regałów książkę, która pomoże poskromić ponurą aurę panującą na dworze.
Bohaterami książki są tytułowy ptak Pelerynek i jego pies Lupuś Wolfram Tungsten (kumpel naszego Lupusa jak mniemam), którzy mieszkają sobie w przytulnej chatce, grzejąc się przy piecyku i popijając ciepłą herbatkę. Tak długo jak ogień w piecyku się tli, tak długo nie straszna im brzydka pogoda na zewnątrz. Jednak ogień nie chce się palić w nieskończoność, a drewno do jego podsycania właśnie się skończyło. Na dworze leje jak z cebra, a Pelerynek nie ma specjalnie ochoty na to by zbierać drewno na opał w taką pogodę. Wpada więc na pomysł by po drewno poszedł mały Lupuś. Czy to aby najlepszy pomysł? Nie, jak się pewnie domyślacie, ale co z tego wniknęło i jak zakończyła się ta wyprawa po drwa na opał musicie przeczytać sami.
Gdy spoglądam na ilustracje van Reeka, na to w jaki sposób zarysowuje tuszem horyzont z jednym drzewem lub na panoramiczne kadry obrazujące las, nasuwa mi się na myśl Suiboku-ga (lub Sumi-e), czyli styl monochromatycznego malarstwa wywodzącego się z Chin, w którym do malowania używano czarnego tuszu. Technika ta została zaadaptowana w Japonii przez buddyjskich mnichów ZEN w połowie XIV wieku. Dodatkowo w technice tej stosuje się plomby/pieczątki, zawsze w kolorze czerwonym. Stanowią one integralną cześć kompozycji malarskiej i służą do podkreślenia/wzbogacenia kompozycji. Każda z pieczęci ma jakieś znaczenie i stanowi dodatkową formę komunikacji/przekazu obok malarstwa.
Dokładnie takie piktogramowe pieczęcie znajdziecie w książce Pelerynek i pogoda pod psem van Reeka. Wprowadzają one trzecią formę narracji (poza tekstem i ilustracją), często pokazując co dzieje się w danym momencie z drugim bohaterem książki. Śledząc tym samy losy obu bohaterów w tym samym momencie. Sama narracja graficzna momentami przypomina komiks, gdzie plansze rozdzielają się na kadry.
Z jednej strony jest to publikacja w pełni eksperymentująca ze sposobami opowiadania historii obrazem, z drugiej zaś strony jest to uniwersalna opowieść o przyjaźni. Polecam Wam bez wahania.
Wydawnictwo: Hokus-Pokus









Skoro tak polecacie to chyba się skuszę, mikołajki za pasem, więc pomysł na prezent już mam.
OdpowiedzUsuńGraficzna oprawa naprawdę interesująca. Już nie mogę się doczekać kiedy bliżej zapoznam się z tą książeczką.
OdpowiedzUsuńBardzo mi się spodobały ilustracje. Trzeba zakupić póki pogoda brzydka coby się klimatem wpasować.
OdpowiedzUsuń